Ogłoszony w maju proces redukcji etatów dobiegł końca w miniony piątek. Ringier Axel Springer Polska poinformował w oficjalnym oświadczeniu, że ostatecznie pożegnał się ze 140 osobami zatrudnionymi na umowach o pracę. To o 20 osób mniej, niż pierwotnie zakładały plany spółki. Redukcje dotknęły kluczowe tytuły i segmenty firmy, w tym m.in. redakcję "Newsweeka".
Zgodnie z ustaleniami, pracownicy objęci zwolnieniami grupowymi otrzymali ustawowe odprawy zależne od stażu pracy, a ci, którzy zdecydowali się na odejście za porozumieniem stron - dodatkowe świadczenia finansowe w przedziale od 10 do 70 tysięcy złotych. Spółka zasłoniła się jednak milczeniem w kwestii szczegółów personalnych, argumentując to "szacunkiem do zwalnianych osób oraz dużym obciążeniem emocjonalnym".
Z naszych informacji wynika, że firma nie ujawnia, jak wielu pracowników zdecydowało się na tzw. dobrowolne odejścia, ani jaka była skala cięć wśród osób współpracujących z RASP na bazie umów cywilnoprawnych oraz B2B, których formalne zwolnienia grupowe nie obejmowały.

Kiepskie nastroje
Oficjalny język komunikatów korporacyjnych nie oddaje tego, co w ostatnich tygodniach działo się w redakcjach. Nasi rozmówcy opisują atmosferę, jaka panuje w firmie.
– Atmosfera jest grobowa, ludzie płakali na korytarzach w zeszłym tygodniu – relacjonuje nam anonimowo jedna z osób, która pracuje w RASP. – Poleciało sporo osób, które pracowały w Onecie po 20 latach. Z moich informacji wynika, że około 100 osób zgłosiło się dobrowolnie. Myślę, że ludzie i tak chcieli odejść, bo nie dzieje się tam dobrze, więc to był dobry moment ze względu na oferowane pieniądze za odejście – dodaje.
Wysokie odprawy dodatkowe dla wielu zmęczonych sytuacją w firmie pracowników okazały się sensownym argumentem do opuszczenia pracy. Nieco inne szacunki dotyczące skali dobrowolnych odejść przedstawia kolejny nasz rozmówca, potwierdzając jednak ogólny trend. – Z tego co wiem, około 80 osób zgłosiło się do dobrowolnych odejść – mówi.
I dodaje: – Podejrzewam, że część z nich to etatowcy, a część na innych umowach. Myślę, że zgłosiło się więcej osób, niż się spodziewano. Decydowały zapewne indywidualne motywacje, ale pamiętajmy, że też sam proces zwolnień grupowych wpływa na morale zespołu, pracowników. Informacja o tym, że firma prowadzi zwolnienia, działa demotywująco na innych do dalszej pracy i pojawiają się obawy co do przyszłości, czy firma ma pomysł, jak dalej funkcjonować. Atmosfera jest raczej zła. Poodchodzili koledzy, więc to wpływa także na relacje bliskie, towarzyskie – wskazuje.

"Sama praca zawsze się znajdzie, żal ludzi"
Największy problem dotyka oczywiście tych, którzy z dnia na dzień musieli spakować swoje biurka. Do tej grupy należy jedna z osób, z którą rozmawiamy.
Czytaj także: Były szef Banku Handlowego ma nadzorować Agorę
– Nastroje są słabe i trudno, żeby były inne. Niestety też jestem w gronie osób, z którymi się pożegnano. Cenne jest to, że znajomi są bardzo wspierający, szukają rozwiązań, uruchamiają kontakty, żeby pomóc. Ci, co zostali, z jednej strony się cieszą, a z drugiej, jak choćby moja bliska koleżanka, martwią się, co dalej. Najbardziej szkoda mi mojego zespołu ludzi, z którymi pracowałam. To jest najbardziej bolesne, bo sama praca to zawsze się znajdzie.
Niedawna redukcja (objęła 140 pracowników, o 20 mniej niż pierwotnie planowano), to kolejna fala zwolnień grupowych w Ringier Axel Springer Polska w ostatnich latach. Wydawca decydował się na ten krok wcześniej w 2020 i 2022. Cztery lata temu chodziło o około 100 pracowników, sześć lat temu o 90.











