Poniedziałkowy felieton Jacka Nizinkiewicza pt. "Depresja to choroba wszystkich. Politycy nie są wyjątkiem" miał być zapewne misyjny. Wyszedł jednak z tego popis arogancji. Autor, powołując się na "anonimowe źródła" i "plotki na mieście", "wyoutował" polityka z choroby, której ten – jak sam twierdzi – nie ma.
Kiedy Hołownia tego dnia o 13:40 opublikował odpowiedź, pisząc wprost o "przemocowym wyoutowaniu", stało się jasne, że granica została nie tyle przekroczona, co starta w pył. Dziennikarz, zamiast uderzyć się w piersi, szedł w zaparte. Tłumaczenia w stylu: "Myślałem, że zareaguje bardziej pozytywnie", brzmią wręcz infantylnie.

Czy redakcja "Rz" naprawdę wierzyła, że publiczne przypisywanie komuś zaburzeń psychicznych bez jego wiedzy spotka się z pochwałą branży dziennikarskiej? Za "szerzenie świadomości"?
Jakby nic się nie stało
Zastanawia też czas reakcji. Przez ponad trzy godziny od oświadczenia Hołowni, felieton wciąż "wisiał" na stronie. Były redaktor naczelny Gazeta.pl Rafał Madajczak pytał na X: "Dlaczego "Rzeczpospolita" nie ściągnęła jeszcze tekstu Jacka Nizinkiewicza? Może i fakap, ale super się klika, nie?".
I trudno pozbyć się takiego właśnie wrażenia.
Czytaj także: Sąd umorzył sprawę Słowika i Figurskiego

Utrzymywanie tekstu w witrynie, mimo fali krytycznych komentarzy wyglądało jak cyniczna kalkulacja, która podważa szczerość późniejszych przeprosin naczelnego "Rzeczpospolitej". Michał Szułdrzyński napisał o "błędzie" i "braku usprawiedliwienia", ale niesmak pozostał.
Tekst Nizinkiewicza opublikowano w Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją. Dziennik "uczcił" więc ten dzień w najgorszy możliwy sposób: stygmatyzując, plotkując i naruszając najbardziej intymną sferę człowieka. A wszystko pod płaszczykiem troski o zdrowie polityków.
Nizinkiewicz w rozmowie z Onetem brnął jeszcze dalej, twierdząc, że Hołownię dotyczą w tekście tylko "trzy zdania". To szczyt hipokryzji. Skoro to tylko trzy zdania, to dlaczego właśnie nimi promował później tekst na platformie X, zaczynając wpis od: "Szymon Hołownia od miesięcy zmaga się z depresją?"

To też pokazuje szerszy problem współczesnych mediów: pogoń za newsem wygrywa z elementarną przyzwoitością. Argumenty części internautów, że "ważny polityk nie ma prywatności", są w tym przypadku absurdalne.
Plotki zamiast misyjności
W pracy dziennikarskiej podkreśla się zawsze obowiązek ochrony życia prywatnego, chyba że istnieje wyraźny interes publiczny. Jaki interes stał za tym, by informować dziś o stanie zdrowotnym Hołowni?
Przypadek Nizinkiewicza to kolejny argument dla tych, którzy twierdzą, że dziennikarstwo w ostatnich latach traci na jakości. Podobne głosy padały w grudniu ubiegłego roku, gdy Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej" opisał kulisy odebrania szefowi BBN Sławomirowi Cenckiewiczowi poświadczenia bezpieczeństwa i dostępu do dokumentów niejawnych. Wskazał tam również na wątek leków psychiatrycznych.

"Rzeczpospolita", tytuł przez lata kojarzony z powagą i dystansem, stała się areną dla plotkarskich rewelacji ubranych w piórka misyjności. Pozostaje się łudzić, że nie tylko redakcja "Rzeczpospolitej" – jak zapowiada – wyciągnie wnioski z tej historii, ale i cała branża dziennikarska.











