TV Republika w piątek po południu zaczęła informować, że policja weszła do domu redaktora naczelnego tej stacji Tomasza Sakiewicza. On sam na antenie relacjonował: – Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę, twierdząc, że w zagrożeniu znajduje się tu jakieś dziecko.
Do informacji odniosła się policja. Przekazała w piątek, że policjanci zostali powiadomieni, iż w mieszkaniu pod tym adresem znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu.
Dlaczego policjanci pojawili się w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
"Informacja taka zgodnie z przyjętymi zasadami otrzymała najwyższy priorytet, a na miejsce niezwłocznie skierowany został patrol policji" – dodała formacja.
"Funkcjonariusze zastali w lokalu kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować z policjantami. Na czas wyjaśnienia sytuacji, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki" – przekazali policjanci.

Zebrane przez funkcjonariuszy informacje i weryfikacja zastanej na miejscu sytuacji pozwalają na stwierdzenie, że wiadomość o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa i najprawdopodobniej miała na celu wprowadzenie w błąd jej odbiorcy i służb ratunkowych.
– Z naszej perspektywy jako służb nie ma znaczenia, jakiego adresu dotyczy, kto jest właścicielem tego mieszkania, kto jest osobą zgłaszającą. Jako służby musimy traktować wszystkich jednolicie i reagować na zagrożenie życia i zdrowia w sposób analogiczny, błyskawicznie, żeby nie doprowadzić do tragedii. (...) My nazywamy to algorytmem postępowania i to jest model funkcjonujący nie tylko w polskiej policji, ale na całym świecie – powiedział podczas piątkowego briefingu rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji podkom. Jacek Wiśniewski.

Jak zaznaczył, policjanci nie mogą zakładać, że sytuacja ma charakter prowokacji, zmylenia służb, czy głupiego żartu kogoś pod wpływem alkoholu.
– Zawsze zakładamy, że jest uzasadniona potrzeba uratowania czyjegoś życia – oświadczył podkom. Wiśniewski.

Przyznał, że tego typu fałszywych zgłoszeń jest dużo. Wyjaśnił, że ich celem jest wywołanie w społeczeństwie poczucia zagrożenia i paniki oraz dezorganizacja pracy służb.
– Niezależnie od tego, czego i kogo dotyczy (sprawa – PAP) zrealizowany jest algorytm i finalnie uruchamiamy procedurę ścigania osób, które taki alarm w sposób zamierzony wywołały, bowiem jest to przestępstwo – powiedział podkom. Wiśniewski.
Na pytanie, dlaczego "policjanci nie mieli odpowiednich emblematów, nie było naszywki z nazwiskiem policjanta", odpowiedział: "Wydaje się panu, że w przypadku kontekstu ratowania życia ludzkiego, ratowania życia dziecka, posiadanie emblematu jest rzeczą najistotniejszą?".
Zapytany, czy ze strony funkcjonariuszy padły pytania o to, czy jest dziecko w tej toalecie i czy jest jakieś zagrożenie życia, rzecznik powiedział, że "nagrania z zajścia są analizowane przez zespół kontrolny".

Nagranie z interwencji policji
W piątek wieczorem policja na portalu X udostępniła nagranie z interwencji. "Po przeprowadzeniu niezbędnych ustaleń policjanci zakończyli interwencję. Nikt nie został zatrzymany" – przekazali policjanci.
Stołeczna policja opublikowała także "w zakresie możliwym do upublicznienia wydruk zgłoszenia odnotowanego w policyjnym systemie obsługi interwencji – dotyczący zdarzenia z dnia 15 maja (piątek) przy ulicy Wiktorskiej w Warszawie".
– Jeszcze raz podkreślamy, że to informacja o realnym zagrożeniu życia i potrzeba jego ochrony determinowała zdecydowany sposób prowadzenia interwencji przez wysłany na miejsce patrol – wskazała.

O sprawę został zapytany w piątek podczas konferencji dotyczącej środków z SAFE dla służb minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
– Policja i wszystkie służby reagują w związku ze zgłoszeniami. Zareagowały wszystkie służby państwa i te reagują w sposób jak najbardziej zasadny, jak najbardziej profesjonalny – zaznaczył szef MSWiA.
Dodał, zwracając się do dziennikarza stacji: – Państwo od początku bardzo głośno krzyczeli, że to są nieuprawnione interwencje. Natomiast interwencje nie dotyczyły działalności państwa stacji, ale konkretnych, sformułowanych gróźb.
źródło części tekstu: PAP












