Kanał TVP1 emitował serial "Wojna zastępcza" w niedzielne wieczory o godz. 20:25 między 8 marca a 24 maja tego roku. Średnia widownia premierowych odcinków w tym czasie wyniosła 772 tys. odbiorców, dając TVP1 udział w rynku na poziomie 6,15 proc. wśród ogółu widowni i 5,18 proc. w grupie komercyjnej 16-59 – wynika z danych Nielsen Audience Measurement, do których dotarł portal Wirtualnemedia.pl.
Reżyserem "Wojny zastępczej" jest Denis Delić, producentem Telewizja Polska, a jego realizacją zajmowała się spółka Z AND T. Serial opowiada o losach młodych ludzi, którzy spotykają się na szkoleniu w szkole agentów i zaczynają działalność w 1991 roku. W produkcji można było oglądać Mateusza Więcławka, Walerię Gorobets, Piotra Witkowskiego, Karola Bernackiego, Paulinę Gałązkę, Mariusza Bonaszewskiego, Mirosława Haniszewskiego, Adama Wietrzyńskiego oraz Cezarego Żaka.

TVP: Serial jednoznacznie antyrosyjski i propolski
W środę oceną serialu zajmowała się Rada Programowa TVP. Jej przewodnicząca Barbara Bilińska informuje Wirtualnemedia.pl, że obecny na posiedzeniu ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu, zawiadomił o kontrowersjach dotyczących produkcji Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, ministra-koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka oraz szefa gabinetu politycznego premiera Pawła Grasia.
Wcześniej Faliński w rozmowie z "Rzeczpospolitą" nazwał produkcję "jedną wielką dezinformacją" o prorosyjskim i antypolskim charakterze, zażądał zdjęcia jej z anteny i zaapelował o zainteresowanie się sprawą przez ABW, uznając serial za "szkodliwy dla bezpieczeństwa państwa".
TVP stanowczo nie zgadza się z krytyką. — "Wojna zastępcza" jest serialem jednoznacznie antyrosyjskim i propolskim. Osią fabuły jest walka młodych polskich agentów z rosyjskimi służbami i rosyjskimi generałami. W finale polscy bohaterowie odnoszą sukces, przejmują rosyjskie głowice, a działania prowadzą do strategicznego zbliżenia Polski z NATO — przekonuje nadawca publiczny.

Przewodnicząca Bilińska i inni członkowie Rady Programowej chcą wiedzieć, czy serial wpłynął do telewizji, czy TVP sama go zamówiła. Zapowiada, że gremium zwróci się do zarządu o audyt tego serialu. Jej zdaniem, na Woronicza mówi się, że produkcja słono kosztowała. Rada Programowa chce wiedzieć, jakiego rzędu pieniądze wydano na "Wojnę zastępczą" i dlaczego.
Zdaniem Bilińskiej, nikt z TVP nie pojawił się na posiedzeniu Rady Programowej. Przewodnicząca przekazała Wirtualnemedia.pl, że do nadawcy publicznego wpłynął pozew Marcina Furmanka dotyczący rzekomego plagiatu produkcji. Autor "Operacji Bosfor" ma domagać się 3 mln zł odszkodowania. Nadawca publiczny twierdzi, że do Biura Prawnego taki pozew nie wpłynął, więc nie będzie komentować tych informacji.
Łepkowska: Spalono ciekawy temat
O przedstawienie opinii na temat produkcji została przez Radę Programową poproszona Ilona Łepkowska, scenarzystka i pisarka, która stoi za sukcesem serialu "M jak miłość". W latach 2000-2007 była jego główną scenarzystką. Pisała też scenariusze m.in. do "Klanu" (1997-1999), "Na dobre i na złe" (1999-2002).

— "Spalono" ciekawy temat, wyprodukowano serial o dramatycznie dużej ilości błędów merytorycznych, dramaturgicznych, scenariuszowych, obsadowych i realizacyjnych. Końcówka akcji zdaje się otwierać ścieżkę do nakręcenia drugiego sezonu. Mam jednak głęboką nadzieję, że taka decyzja nie zostanie podjęta — napisała w recenzji, do której dotarł portal Wirtualnemedia.pl Łepkowska.
W swojej recenzji zwraca uwagę, że twórcy nie mogli się zdecydować, czy chcą stworzyć serial bliski prawdziwym wydarzeniom (podobny do dokumentu), czy obfitujący w ciekawe sceny, dramatyczne wątki, wyraziste konflikty i krwistych bohaterów (fabularne kino akcji). Łepkowska zauważa, że jeśli produkcja, jak utrzymuje TVP, jest fikcją, to nie powinny być w niej umieszczone prawdziwe postacie (np. Michaił Gorbaczow, Tadeusz Mazowiecki) i materiały archiwalne.

Łepkowska zwróciła uwagę na niewystarczające doświadczenie twórców do tego rodzaju dużej produkcji, emitowanej w czasie najwyższej oglądalności. — Znając dorobek reżysera trudno było – niestety - oczekiwać czegoś bardzo dobrze wyreżyserowanego. Denis Delic to nie Pasikowski, nie Wojciech Wójcik, nie Jan Holoubek, nie Paweł Maślona, nie Michał Rogalski, nie Krzysztof Szmagier, o Andrzeju Konicu nie wspomnę. Nazwiska można by mnożyć. Film o "Dywizjonie 303", który wyreżyserował, nie wystawia mu też, niestety, zbyt dobrej rekomendacji.— napisała.
Zdaniem ekspertki "serial nie ma rytmu i precyzyjnie przeprowadzonej linii fabularnej, a opowieść często skręca w boczne uliczki". Zwraca uwagę na mnogość wątków (wojna atomowa, portret polskiej rodziny rozdartej podziałami, rozprawienie się z poprzednią władzą poprzez postać Antoniego, homoseksualizm, wątek narkomanii, czystki etniczne na Bałkanach i masakra w Srebrenicy). Zdaniem Łepkowskiej "za dużo grzybów w tym barszczu".

— Scenariusz ma swoją wyraźną tezę polityczną. Młodym ideowym agentom UOP-u na czele z weteranem podziemia Sadowskim przeciwstawieni są bezwzględni KGB-iści, ale jakby tego było mało, kłody pod nogi rzucają im tacy wewnętrzni przeciwnicy jak Antoni czy Czarna. Już zdecydowanie lepsi są według twórców przefarbowani na demokratów komuniści jak Prezydent ( w domyśle Aleksander Kwaśniewski ) czy nawet niesłusznie, w wyniku prowokacji rosyjskiej zrzucony ze stołka Premier ( Józef Oleksy) — dodaje.
Krytykuje też tempo akcji. — Serial często jest zwyczajnie nudny. Sceny – nawet typowo akcyjne - są zbyt długie i pozbawione dynamiki. Takich, które zawierają element zaskoczenia, jest bardzo niewiele. Nie pomaga też realizacja, która swoją nieudolnością często pogłębia jeszcze niedostatki scenariusza — przekonuje Łepkowska. Jej zdaniem Rosjanie w produkcji są pokazani jako bardziej charakterni i wyraziści, a Polacy "pokazują niezbyt wiele inteligencji".

— Serial konsekwentnie przedstawia Rosję jako przeciwnika Polski. Rosyjscy bohaterowie są antagonistami, ich działania zostają udaremnione, a ostateczne zwycięstwo odnoszą polscy agenci. Trudno uznać za prorosyjską produkcję, w której: polscy bohaterowie wygrywają konfrontację z rosyjskimi służbami, rosyjskie operacje zostają zdemaskowane, rosyjscy generałowie ponoszą klęskę, Polska umacnia swoje związki z Zachodem i NATO — przekonuje z kolei TVP.
— Szanujemy prawo każdego recenzenta do własnej opinii. Oczekujemy jednak, aby oceny były oparte na faktach i rzetelnej analizie treści serialu. Naszym zdaniem zarzuty o "prorosyjski" lub "dezinformacyjny" charakter "Wojny zastępczej" nie znajdują potwierdzenia w fabule, przesłaniu ani zakończeniu serialu. Przeciwnie – produkcja przedstawia zwycięstwo polskich bohaterów nad rosyjskimi przeciwnikami i ma jednoznacznie propolski charakter — dodaje nadawca publiczny.












