Podczas środowego posiedzenia Sejmu poseł Łukasz Osmolak (Polska 2050) zwrócił się z pytaniem do wiceministra cyfryzacji Michała Gramatyki o to, czy jego resort planuje podjęcie działań, które ograniczyłyby dostęp dzieci i młodzieży do platform społecznościowych.
– Niekontrolowany dostęp dzieci i młodzieży do mediów społecznościowych może mieć bardzo poważne konsekwencje dla ich rozwoju psychicznego, poznawczego i społecznego. Mówimy dziś nie o marginalnym zjawisku, lecz o wyzwaniu cywilizacyjnym, które dotyczy niemal każdego młodego człowieka i którego skutki będą odczuwalne przez całe społeczeństwo w kolejnych dekadach – powiedział Osmolak.
Polska patrzy na Australię
Dodał, że przykład Australii pokazuje, że możliwe jest przeniesienie odpowiedzialności za ochronę najmłodszych użytkowników na podmioty, które czerpią największe korzyści z funkcjonowania platform społecznościowych, przy jednoczesnym zachowaniu przestrzeni do dalszej debaty.

W odpowiedzi wiceminister poinformował, że w Wigilię aplikacja mObywatel zostanie dostosowana do wymogów rozporządzenia eIDAS 2.0 i rozszerzona o tzw. europejski dowód osobisty, w którym będzie możliwość zweryfikowania się atrybutem: "Ukończyłem 16 lat", "Ukończyłem 15 lat" – nie przekazując przy tym – co podkreślił Gramatyka - żadnych innych danych.
– To jest fundamentalne rozwiązanie technologiczne, które pozwoli ograniczyć dzieciom dostęp do mediów społecznościowych, ale to rozwiązanie będzie gotowe dopiero z końcem roku. (...) Pamiętajmy, że weryfikacja dostępu do mediów społecznościowych dzieci spowoduje konieczność weryfikacji dostępu każdego z nas - bo każdy z nas będzie musiał się logować do platformy społecznościowej swoimi prawdziwymi danymi – powiedział wiceminister.
Gramatyka przyznał, że zbyt młody wiek inicjacji cyfrowej, czyli wejścia dziecka na platformę cyfrową, jest poważnym problemem, za który odpowiedzialne są platformy społecznościowe, a który rozwiązać powinny korporacje technologiczne, m.in. Alphabet (właściciel Google) oraz Meta (właściciel m.in. Facebooka).

Jednocześnie zauważył, że choć platformy społecznościowe mają w swoich regulaminach zapisy zabraniające rejestrowania się osobom, które nie ukończyły 13. roku życia, wielu rodziców zgadza się na to, aby ich dzieci łamały te zasady i zakładały konta, np. na komunikatorach, co ma im ułatwić kontakt z bliskimi i rówieśnikami.
Zwrócił też uwagę na to, że rozwiązania, które w ostatnim czasie zaczęły działać w Australii, określające minimalną granicę dostępu do platform społecznościowych, są "nie do przełożenia w bezpośredni sposób na polski, na europejski system prawny".
Online Safety Amendment – jak mówił Gramatyka – nie określa wprost sposobów weryfikacji wieku użytkowników. Zakłada, że dostawca takiej platformy nie może gromadzić materiałów identyfikacyjnych, na przykład skanów legitymacji uczniowskich albo dowodów osobistych. Wolno mu stosować tak zwaną biometrię, czyli skan, zrzut, zdjęcie twarzy i odniesienie tego do algorytmów, które potwierdzają, czy mamy do czynienia ze osobą poniżej czy powyżej 16 roku życia. Ustawa pozwala też na stosowanie tzw. profilowania, czyli sprawdzania wieku użytkownika platformy społecznościowej na podstawie tego, co ten użytkownik ogląda we wszystkich przestrzeniach internetu i jakie ma zainteresowania.

– Nie ma dzisiaj w Polsce możliwości przeniesienia tych przepisów jeden do jednego – stwierdził wiceszef resortu cyfryzacji.
Klub Koalicji Obywatelskiej do końca lutego ma przygotować poselski projekt ustawy ograniczającej możliwość korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci i młodzież do ukończenia 15. roku życia.
Źródło: PAP












