Według nieoficjalnych ustaleń amerykańskich mediów "Washington Post" ma pożegnać się z ok. 300 z 800 osób ze swojej redakcji. Wcześniej spekulowano, że redukcje obejmą ok. 100 dziennikarzy.
W środę redaktor naczelny "WP" Matt Murray przekazał zespołowi, że wskutek zwolnień z dziennika zniknie sekcja sportowa (niektórzy z jej dziennikarzy przejdą do nowego działu zajmującego się kulturą sportową) oraz znacznie ograniczone zostaną zespoły odpowiadające za tematykę zagraniczną (dziennik będzie miał mniej korespondentów) i treści lokalne. Zawieszony też zostanie jeden z czołowych podcastów dziennika – "Post Reports".

Murray nie ujawnił, ilu dziennikarzy obejmie redukcja. Zapowiedział przy tym, że jeszcze w środę zostaną oni o tym poinformowani przez dział kadr.
"Washington Post" rezygnuje z wielu korespondentów
Tak rzeczywiście nastąpiło, a niektórzy dziennikarze "Washington Post" na X przekazali, że ich zwolniono. – Zostałam zwolniona z "Washington Post" wraz z całym zespołem korespondentów z Bliskiego Wschodu i naszymi redaktorami – napisała Claire Parker, szefowa biura gazety w Kairze. – Trudno zrozumieć logikę tej decyzji. Jestem jednak wdzięczna moim niesamowitym współpracownikom – podkreśliła.
– Jestem jedną z setek osób zwolnionych z "The Post". Stało się to sześć miesięcy po tym, gdy podczas ogólnokrajowego spotkania usłyszałem, że materiały o tematyce rasowej napędzają sprzedaż subskrypcji. To nie była decyzja finansowa, ale ideologiczna – napisał Emmanuel Felton, zajmujący się kwestiami rasowymi i etnicznymi.

– Nie mam słów, jestem zdruzgotana – stwierdziła Lizzie Johnson, korespondentka dziennika na Ukrainie.
Duża restrukturyzacja w "Washington Post"
Matt Murray na telekonferencji z zespołem podkreślił, że cięcia są konieczne, aby zapewnić dziennikowi lepszą pozycję na kolejne lata. – Dzisiaj "Washington Post" podejmuje szereg działań w całej firmie, aby zabezpieczyć naszą przyszłość – dodał.
– Nie możemy być wszystkim dla wszystkich. Musimy jednak być nieodzowni tam, gdzie konkurujemy. Oznacza to ciągłe zadawanie sobie pytania, dlaczego dana historia ma znaczenie, komu służy i w jaki sposób pomaga ludziom lepiej zrozumieć świat i daje im przewagę w poruszaniu się po nim – stwierdził w mailu do podwładnych.

Natomiast dziennik w komunikacie wskazał, że podejmuje "szereg trudnych, zdecydowanych działań dla naszej przyszłości, które oznaczają znaczną restrukturyzację całej firmy". – Kroki te mają na celu wzmocnienie naszej pozycji i skupienie się na dostarczaniu dziennikarstwa, które wyróżnia "The Post" i, co najważniejsze, angażuje naszych odbiorców – dodał.
Będzie protest przed siedzibą "WP"?
Zupełnie inaczej tę sytuację widzą dziennikarze "Washington Post". – Zwolnienia te nie są nieuniknione. Nie można pozbawić redakcji jej pracowników bez konsekwencji dla jej wiarygodności, zasięgu i przyszłości – podkreślił w oświadczeniu związek zawodowy pracowników dziennika.
Organizacja na czwartek planuje protest przed siedzibą "Washington Post". Zaznaczyła w komunikacie, że jeśli Jeff Bezos, który przejął "WP" ponad dekadę temu, "nie jest już skłonny inwestować w misję, która od pokoleń definiuje tę gazetę i służy milionom osób zależnych od naszego dziennikarstwa, to ‘The Post’ zasługuje na zarządcę, który będzie to robił".

W redakcji przeczuwano, że będą cięcia. Ostatnio zespół wystosował do Jeffa Bezosa apel pod hasłem "#SaveThePost", żeby odstąpić od redukcji.
Z kolei organizacja dziennikarska National Press Club oceniła w oświadczeniu, że "pustoszenie redakcji ogranicza prawo społeczeństwa do informacji", a "każde utracone stanowisko pracy dziennikarskiej to o jedno oko mniej obserwujące instytucje, które mają wpływ na codzienne życie ludzi". Ostrzegła też, że "im mniej dziennikarzy ujawnia nadużycia, pociąga urzędników publicznych do odpowiedzialności i informuje o wydarzeniach mających wpływ na społeczności w całym kraju, tym bardziej cierpi społeczeństwo obywatelskie".












