Materiały pochodzą z archiwów zlikwidowanego Urzędu Ochrony Państwa. – Chcemy się dokopać do materiałów wytworzonych przez UOP – mówi "Gazecie Wyborczej" prokurator Eryk Stasielak, naczelnik małopolskiego wydziału Prokuratury Krajowej, który zajmuje się tą sprawą po przeniesieniu jej z Poznania.
Prokurator nie chciał powiedzieć, czy w dokumentach, które ABW pokazała, są ślady kontaktów UOP z Jarosławem Ziętarą. Według wielu wcześniejszych ustaleń takie kontakty z dużym prawdopodobieństwem mogły mieć miejsce.
24-letni dziennikarz Jarosław Ziętara, który zbierał materiały o firmie Elektromis, przepadł bez wieści w 1992 roku w drodze do redakcji. Po siedmiu latach uznano go za zmarłego. Ziętara miał zostać porwany, a następnie przekazany zabójcom. Jak mówił jeden ze świadków, był przetrzymywany w magazynach Elektromisu, a następnie zamordowany. Jego ciało miało zostać rozpuszczone w kwasie.

Ojciec dziennikarza zeznał, że UOP proponował Ziętarze pracę. Dziennikarz miał tę propozycję odrzucić ze względu na kiepskie warunki zatrudnienia. W 2011 roku Agencja Wywiadu potwierdziła próbę werbunku. Ziętarze proponowano pracę w zarządzie wywiadu UOP. Ten jednak odmówił, gdyż chciał pozostać dziennikarzem.
Jednak Ziętara mimo młodego wieku miał w portfolio kilka artykułów śledczych, których napisanie byłoby mało prawdopodobne bez wiedzy oraz inspiracji ze służb. Jedna z wersji głosi, że funkcjonariusze podrzucali mu tematy i tropy. Według byłego oficera UOP, Ziętara bywał w siedzibie UOP w Poznaniu. Opisali to Łukasz Cieśla i Jakub Stachowiak w książce "Dziennikarz, który wiedział za dużo".
Ziętara opisywał między innymi kariery ludzi ze służb, przemyt do Polski komputerów i elektroniki czy amerykańskich szpiegów w gigancie miedziowym KGHM.

Prokuratura dysponuje też unikatowym nagraniem z lutego 1992 roku. Na siedem miesięcy przed zaginięciem Ziętary prawnicy Art-B zorganizowali konferencję prasową w Warszawie. Wśród dziennikarzy był też Ziętara, wówczas lokalny reporter z Poznania. Kamera sfilmowała go, gdy zadawał pytanie.
Kto i dlaczego straszy dziś media ws. Jarosława Ziętary?
Jak dowiedziały się ostatnio Wirtualnemedia.pl w 2024 roku były szef Elektromisu Mariusz Świtalski pozwał autorów książki o sprawie Ziętary – Łukasza Cieślę i Jakuba Stachowiaka.
Jak udało nam się ustalić pełnomocnikiem Świtalskiego jest dr Anna Wilińska-Zelek z kancelarii Filipiak-Babicz w Poznaniu, która wykłada też na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Uczy na tym wydziale studentów dziennikarstwa. Tym samym, który skończył Jarosław Ziętara oraz autorzy książki o nim.

Dr Wilińska-Zelek wysyła do mediów pisma ostrzegawcze z zakazem publikowania przez nie informacji o Mariuszu Świtalskim w kontekście sprawy Ziętary. Pismo od pani mecenas z zakazem pisania o Mariuszu Świtalskim dostało między innymi Radio Poznań, ws. 11-odcinkowego podcastu Łukasza Cieśli i Krzysztofa Sadowskiego, pod tym samym tytułem co książka. I jak ostatnio informowaliśmy, podcast ten został usunięty.
Na początku grudnia zeszłego roku Sąd Apelacyjny uchylił wyrok sądu I instancji uniewinniający dwóch oskarżonych, Mirosława R. i Dariusza L. (byłych ochroniarzy Elektromisu) w tej sprawie. Proces ws. pomocnictwa w zabójstwie Jarosława Ziętary będzie więc toczył się od początku.
Sąd Apelacyjny stwierdził, że zebrane dowody pozwalają skazać ich za porwanie i pomoc w zabójstwie Jarosława Ziętary.












