Wszystko przez ministra Żurka. W jutubowym formacie "Duży w maluchu" prowadzący rozmowę zaproponował ministrowi, by ten usiadł za kółkiem. No i usiadł. I został bohaterem. Nie dlatego, że powiedział coś spektakularnego. Nie, zawalił jako kierowca. Wjechał na pasy, na których już była piesza. Przepis jest przepis. Dla wszystkich taki sam, dla ministra sprawiedliwości też. Trzeba się było przed tą zebrą zatrzymać.
Żurek na szczęście po tym nagraniu nie kombinował, tylko zadeklarował, że jest gotowy ponieść konsekwencje swojej nieuwagi.
Pośmialiśmy się, sypnęło memami, ale też pojawiły się głosy w stylu: dość tych rozmów za kółkiem. Redaktor Anna Dryjańska na FB poszła ostro:
To coś zupełnie innego niż prywatna rozmowa, którą kierowca prowadzi z pasażerem. Kierowca w każdej chwili może przerwać, zamilknąć, skupić się na drodze, a do urwanego wątku wrócić, gdy warunki na drodze staną się łatwiejsze.

Ania, pozwolę sobie mieć inne zdanie. I to z pozycji gościa, który trzy sezony prowadził rozmowy w "Onet Rano". To nie jest coś zupełnie innego. To jest format, który jest po prostu rozmową w czasie jazdy z pasażerem siedzącym obok. Jeśli jesteś kierowcą to zakładam, że zdarza Ci się takie "wywiady" prowadzić.
W samochodzie, który jest mobilnym studiem nie ma wielkich kamer czy oślepiających świateł na planie. Ten samochód się niczym nie różni od samochodu, który nie jest mobilnym studiem. I taka rozmowa, którą inni "podglądają" jest zwyczajną rozmową. I jak przy każdej takiej rozmowie trzeba tylko włączyć podzielność uwagi. Jeśli się jej nie ma to się nie powinno za taką robotę brać, tylko prowadzić wywiady z poziomu kanapy w studiu.
Pewnie Cię nie przekonam, zwłaszcza, że ciągu dalszym wpisu jedziesz ostro:

"Wywiady i transmisje wideo podczas prowadzenia samochodu to po prostu proszenie się o nieszczęście. Minister Żurek właśnie się o nie otarł. To powinno wystarczyć, by zakazać tej niebezpiecznej praktyki. Nie czekajmy na "lepszą okazję", bo wtedy popłynie krew."
Ale po co się ograniczać tylko do zakazu takich wywiadów na kółkach. Rozpocznijmy akcję zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy zakazującej w każdym przypadku rozmowy z kierowcą podczas, gdy ten kieruje pojazdem. Szlak jest zresztą przetarty. Pamiętam, że w "ogórkach" (to takie autobusy dawno temu) w szoferce były tabliczki: "W czasie jazdy rozmowa z kierowcą zabroniona jest".
Apel dziennikarki poparła posłanka Anna Maria Żukowska:
"100% zgody z @Anna_Dryjanska! Wywiadów za kółkiem nie powinno być. To nie to samo, co zwykła rozmowa z pasażerem. Inny poziom skupienia i priorytetu. Drodzy Dziennikarze! Dlaczego Wy te wywiady organizujecie? To się serio tak dobrze sprzedaje, że nie można w studiu?"

Dlaczego je organizujemy? Żeby dać Wam, politykom, szansę na wypowiedź w nieco innych warunkach. Bo jest szansa, że siedząc w samochodzie poczujecie się luźniej i chociaż przez chwilę przestaniecie nas zatruwać tymi okrągłymi formułkami z partyjnego przekazu, jak to macie w zwyczaju czynić w tradycyjnych studiach.
Aaa, mam prośbę do pani poseł Żukowskiej, by sprawdziła ile razy jechała w "Onet Rano". Jest tego trochę, prawda?
Bronię tej formuły rozmowy, bo jest niezła. Bo spuszcza powietrze i z pytającego i odpytywanego. I to całe ocieranie się o nieszczeście to gruba przesada.
A wspomnianemu "Onetowi Rano" wkrótce stuknie 10 lat. Nigdy żaden z prowadzących nie otarł się nie tylko o nieszczęście, ale także o inny samochód czy pieszego.
Szerokiej drogi!











