Jeszcze pod koniec ubiegłego roku wydawało się, że dni ligi belgijskiej w DAZN są policzone. Platforma, która w 2024 roku wynegocjowała pięcioletni kontrakt o wartości około 84 mln euro za sezon (znacząco taniej niż poprzednia umowa opiewająca na 103 mln euro), niespodziewanie ogłosiła chęć wycofania się z umowy.
Powód? Fiasko rozmów z lokalnymi operatorami telekomunikacyjnymi, takimi jak Proximus, Telenet czy Orange. Bez szerokiej dystrybucji u tych graczy DAZN uznał, że model biznesowy oparty wyłącznie na własnej aplikacji nie ma sensu.
DAZN na dłużej z ligą belgijską
W listopadzie 2025 roku DAZN jednostronnie ogłosił, że umowa jest nieważna. Pro League nie zamierzała jednak odpuszczać i skierowała sprawę do arbitrażu CEPANI (Belgijskie Centrum Arbitrażu i Mediacji). Wyrok ze stycznia 2026 roku był dla nadawcy jednoznaczny: DAZN musiał nie tylko kontynuować transmisje do końca sezonu 2025/2026, ale też uregulować zaległe płatności, których zaprzestał w okresie sporu.

Spodziewano się, że wraz z końcem maja i finałem obecnych rozgrywek drogi nadawcy i ligi ostatecznie się rozejdą. Nastąpił jednak niespodziewany zwrot.
Jak donosi serwis Broadband TV News, prawnicy DAZN podczas niedawnej rozprawy przed sądem handlowym w Brukseli (związanej z walką z piractwem) złożyli oświadczenie, które zaskoczyło drugą stronę sporu. Platforma zobowiązała się do produkcji i transmisji meczów Pro League nie tylko do końca obecnego sezonu, ale również przez cały kolejny cykl – aż do końca sezonu 2026/2027.
Deklaracja ta padła w kontekście szerszej batalii prawnej z gigantami technologicznymi takimi jak Google, Cisco czy Cloudflare, których DAZN, jako posiadacz praw, zmusza do blokowania nielegalnych streamów.













