Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podała, że analizie poddane zostaną audycje TVP3 Kraków, Radia Kraków, a także sztandarowe programy informacyjne: TVP1 ("19.30"), TVN ("Fakty"), Polsatu ("Wydarzenia") i Republiki ("Dzisiaj"). Później regulator podzieli się z opinią publiczną wynikami monitoringu.
— Celem działań KRRiT jest weryfikacja, czy odbiorcy mają dostęp do rzetelnych, bezstronnych i pluralistycznych informacji w okresie poprzedzającym głosowanie. Monitoring pozwoli także ocenić sposób prezentowania tematu referendum, proporcje w przedstawianiu stanowisk oraz standardy debaty publicznej — wyjaśniła KRRiT.
Podobny monitoring realizowano przed zeszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Przewodnicząca KRRiT dr Agnieszka Glapiak mówiła wówczas o nierzetelności i stronniczości przekazu Telewizji Polskiej.

Rada zauważyła też, że przekaz pozytywny wobec Rafała Trzaskowskiego miał dominować w "Faktach" TVN i w mniejszym stopniu w "Wydarzeniach" Polsatu. W Republice pozytywnie pokazywano z kolei Karola Nawrockiego.
Przyczyny referendum w Krakowie
W Krakowie większość mają radni Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Z pierwszym ugrupowaniem związany jest prezydent Aleksander Miszalski. Opozycja zarzuca im nierealizowanie obietnic wyborczych, nepotyzm, partyjniactwo, podwyżki opłat i rosnące zadłużenie miasta. Miszalski twierdzi, że Kraków "zasługuje na stabilność, odpowiedzialność i dokończenie rozpoczętych działań". On z kolei zarzuca opozycji kłamstwa i manipulacje.
Za odwołaniem prezydenta opowiadają się m.in. Łukasz Gibała, radny i przedsiębiorca, były poseł Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota, który w 2024 roku o włos przegrał z Miszalskim w wyborach na prezydenta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja.

Aby referendum było ważne, do urn musi pójść minimum 3/5 liczby osób, które brały udział w wyborach w 2024 roku. W przypadku odwołania prezydenta próg ten wynosi 158 555 osób, a kadencja rady miasta zostanie skrócona, jeśli zagłosuje 179 792 mieszkańców Krakowa.
Miszalski apeluje o nieuczestniczenie w głosowaniu. W 2013 roku dzięki podobnemu ruchowi opozycji nie udało się odwołać ówczesnej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Frekwencja wyniosła tylko 25,66 proc. Większość głosujących (94,86 proc.) opowiedziała się za odwołaniem prezydent.










