W Czechach media prywatne zostały w dużej mierze przejęte przez lokalnych miliarderów (w ramach tzw. bohemizacji). I mówią ich głosem. Dlatego obywatele w mediach publicznych widzieli szansę na niezależny głos. Ale i to zdaje się zmierzać w niepokojącym kierunku.
Czeska telewizja i radio publiczne (Česká televize – ČT, Český rozhlas – ČRo) są powszechnie uznawane za jedne z najbardziej niezależnych w regionie Europy Środkowej. Ich znak rozpoznawczy to od lat wysoki poziom pluralizmu w debacie publicznej.
Nie oznacza to jednak, że są całkowicie wolne od presji politycznej, czy prób wpływania na ich działalność. I właśnie w takiej atmosferze odszedł z nich w poprzednim tygodniu Václav Moravec, co odbiło się szerokim echem nie tylko u naszych południowych sąsiadów.
Moravec to w Czechach człowiek instytucja. Przez ponad 21 lat prowadził tam najważniejsze programy publicystyczne w telewizji publicznej. Chodzi między innymi o autorski, opiniotwórczy, emitowany w niedziele "Otazky (pytania) Václava Moravca".

Było to bezpośrednio związane z usunięciem z programu jego wydawczyni i bliskiej współpracowniczki. Pod koniec stycznia czeska telewizja publiczna pożegnała się z Haną Andělovą, przez lata szefową zespołu przygotowującego program dziennikarza. Dlaczego władze zdecydowały się na taki krok?
Zapraszał tam polityków wszystkich opcji, z wyjątkiem lidera ksenofobicznej, prorosyjskiej partii Wolność i Bezpośrednia Demokracja (SPD) Tomio Okamury. Gdyby porównać to do środowiska Konfederacji Korony Polskiej, wyjdzie, że Grzegorz Braun to bardziej umiarkowana wersja Okamury.
Moravec nie zapraszał Okamury od 9 lat. Jesienią 2025 roku Okamura został marszałkiem Izby Deputowanych. Na wieloletnią nieobecność tego polityka w programie zwracały uwagę też władze czeskiego nadawcy publicznego. Stąd między innymi usunięcie wydawczyni programu Moravca.
Do tego odniósł się przed tygodniem Vaclav Moravec w oświadczeniu w social mediach.

"Ostatnie wydarzenia potwierdziły, że w obecnych warunkach nie mogę już gwarantować niezależności pracy redakcyjnej i krytycznej analizy wydarzeń, o czym mowa nie tylko we wstępie do Kodeksu Czeskiej Telewizji" – podkreślił na platformie X.
– Odejście Moravca było dla mnie wstrząsające, choć spodziewane – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Jakub Medek, dziennikarz TOK FM, który zajmuje się Czechami w mediach głównego nurtu. Prowadzi też podcast "Czechostacja", poświęcony naszym południowym sąsiadom.
W poprzednią niedzielę Moravec zaprosił Okamurę pierwszy raz po 9 latach do programu. Gdy tylko się skończył, przeczytał oświadczenie, w którym ogłosił, że sytuacja zmierza w złym kierunku, że dziennikarstwo to nie jest podstawianie gościom mikrofonu.

Bo, jak słyszymy od naszego rozmówcy, nie tylko TVP czy Polskie Radio mogłyby się od nich uczyć niezależności.
– W Czechach cały mainstream jest prawicowy. Moravec nie sympatyzował jednak z żadną ze stron. Ale zaletą czeskich mediów publicznych było dotąd to, że były rzeczywiście publiczne. Nie jest tak, że traktowały dobrze tych, którzy rządzili. To poziom mediów, który nie tylko wyróżnia się na tle Polski, ale nawet w Europie. Oczywiście były naciski polityczne, zdarzały się też fuck-upy – dodaje Jakub Medek.
Skąd więc różnica w działaniu mediów publicznych między Czechami a innymi krajami, w których dochodzi do patologii?
Próby upolitycznienia trwają w Czechach od dawna. Kluczem do niezależności był dotąd sposób ich finansowania.
– Są finansowane z abonamentu radiowo-telewizyjnego. Czesi płacą, bo chcą. Premier Czech Andrej Babiš, który nienawidzi mediów publicznych, jest zwolennikiem likwidacji abonamentu i finansowania ich z budżetu państwa. Krytycy tego rozwiązania mówią, że media publiczne skończą jak w Polsce czy na Słowacji – tłumaczy Jakub Medek.

W Czechach działa abonament w stylu niemieckim. Jest powiązany z rachunkami za prąd. Sektor prywatny mediów w latach 90. niemal w całości został skupiony przez zagraniczny kapitał.
Obecnie jest w czeskich rękach, głównie grup kapitałowych i oligarchów. Duże mainstreamowe media reprezentują jednak interesy swoich właścicieli. Media publiczne pod względem zasięgu są absolutnie bezkonkurencyjne. Wygląda to tak, że najpierw są media publiczne, a potem długo, długo nic.
– Już politycy poprzedniej koalicji podejmowali próby głodzenia mediów publicznych. Głośne odejście Moravca to ciąg dalszy tego procesu. Premier Babiš chciałby, żeby media publiczne zaczęły mówić głosem polityków, jak to się dzieje na Słowacji. Tam są po prostu mediami państwowymi. Krokiem do tego będzie likwidacja abonamentu. Przewiduję, że Babiš wcześniej czy później wróci do tego pomysłu – tłumaczy dziennikarz TOK FM.

A co się stanie z Vaclavem Moravcem? – Prognozuję, że pojawi się prawdopodobnie w Deník N. To specyficzne medium o dużym kapitale – analizuje nasz rozmówca.
Deník N to czeski dziennik opinii i portal informacyjny, który jest uznawany za jedno z ważniejszych i bardziej opiniotwórczych mediów o profilu liberalnym w Czechach. Projekt powstał z inicjatywy dziennikarzy, którzy odeszli z dziennika "MF Dnes" po tym, jak został on przejęty właśnie przez Andreja Babiša.
W 2013 roku należąca do Andreja Babiša grupa Agrofert kupiła niemiecki koncern Rheinisch-Bergische Verlagsgesellschaft, który był właścicielem wydawnictwa Mafra (wydawca MF Dnes).
Jednak w Czechach, ze względu na Babiša, przyjęto przepisy, które zabraniają czynnym politykom posiadania mediów. W związku z tym prawie dwa lata temu Babiš Mafrę sprzedał. – Chociaż patrząc na aktywność tytułów do niej należących –nowy właściciel, mówiąc bardzo oględnie – sympatyzuje z poprzednim – kończy Jakub Medek.











