W środę Kanał Zero zamieścił pierwszą relację z cyklu "Wielka wyprawa Marii Wiernikowskiej w głąb Rosji". W materiale pokazano, jak dziennikarka dociera autokarem do Królewca, a tam rozmawia z napotkanymi osobami, m.in. sprzedawcami i klientem na targu, kobietą w autobusie i żołnierzem, który walczył na Ukrainie.
Jak już obszernie opisywaliśmy, w weekend materiał skrytykowało w mediach społecznościowych wielu dziennikarzy i ekspertów od tematyki wschodniej. Pojawiły się zarzuty, że relacja jest przychylna dla Rosji, tym samym współgrając z propagandą tego kraju.

Głos zabrali także przedstawiciele polskiego rządu. Rzecznik rządu Adam Szłapka na platformie X spytał retorycznie, czy możliwe jest nagranie obiektywnego materiału w Rosji bez formalnej zgody władz.
Natomiast wiceminister obrony narodowej Cezary Tomaczyk stwierdził, że w pełni zgadza się z wpisem aktywisty Mateusza Wodzińskiego, od początku wojny organizującego i dostarczającego pomoc dla strony ukraińskiej, że rozmowa Marii Wiernikowskiej z rosyjskim żołnierzem to "haniebne chwile polskiego dziennikarstwa".

Ambasada Ukrainy podkreśla, że Krym nie jest rosyjski
W mediach społecznościowych zwrócono uwagę, że na początku relacji Wiernikowskiej pojawia się błędna mapa Ukrainy: z Krymem oznaczonym jako część Rosji oraz terytorium Mołdawii jako częścią Ukrainy.
Do tego wątku odniosła się ambasada Ukrainy w Polsce w oświadczeniu wydanym w niedzielę po południu. – Prezentowana przez @OficjalneZero autorska mapa Europy jest niezgodna z prawem międzynarodowym. Przypominamy, że Krym jest integralną częścią Ukrainy, w jej międzynarodowo uznanych granicach. Takie stanowisko konsekwentnie zajmuje również Rzeczpospolita Polska, opierając się na zasadach prawa międzynarodowego oraz poszanowania integralności terytorialnej państw – podkreśliła.
– Granice państw nie są kwestią "opinii" ani próbą przypodobania się komukolwiek, lecz jednoznacznym faktem prawnym. Wzywamy do wprowadzenia stosownych korekt – dodała.

Materiał Kanału Zero służy rosyjskiej propagandzie?
Ukraińscy dyplomaci zadali też pytania sugerujące, że ich zdaniem relacja Marii Wiernikowskiej wpisuje się w propagandę Rosji. – Pojawia się jednak pytanie - jaki jest cel tworzenia takiego materiału informacyjnego w Polsce, który służy interesom rosyjskiej propagandy? Czy taki materiał powstaje w interesie Polaków, czy jest zamiarem "zrozumieć i usprawiedliwić" rosyjskich zbrodniarzy? – spytali.
Oświadczenie na swoim profilu na X zamieścił Vasyl Bodnar, ambasador Ukrainy w Polsce.

Krzysztof Stanowski milczy ws. krytyki, zachwyca się kolejnymi relacjami Wiernikowskiej
Materiału Marii Wiernikowskiej starali się bronić na X niektórzy dziennikarze Kanału Zero. – O co właściwie są te żale do Marii Wiernikowskiej? Pokazała kawałek Rosji, porozmawiała z ludźmi, nie sili się na jakieś wielkie analizy, daje widzowi przestrzeń na samodzielne wyciągnięcie wniosków. Uważacie, że ukryła jakieś nagrania, czy że ludzie są za głupi, żeby to oglądać? – spytał Jacek Prusinowski.
– O co właściwie były żale do pożytecznych idiotow komunizmu? Którzy przyjeżdżali do PRL i sławili odbudowę Warszawy i bezpłatną opiekę zdrowotną. Pokazywali kawałek Polski. Tylko to nie była prawda o Polsce! – odpowiedział mu Konrad Piasecki z TVN24.
Przy czym w redakcji Kanału Zero nie ma w tej sprawie jednomyślności. – Zupełnie się nie zgadzam chociaż Marię bardzo lubię. To co zrobiła to naiwna historia jakby ktoś przyjechał nie znając języka i stwierdził, że jest super . Bo przeszedł się 3 razy po ulicy. Dla wielu którzy tam mieszkają nie jest super – napisał do Prusinowskiego Grzegorz Ślubowski, który w Kanale Zero zajmuje się głównie tematyką zagraniczną.

Natomiast szef Kanału Zero Krzysztof Stanowski nie odniósł się merytorycznie do krytycznych opinii o materiale. – Chciałem tylko wzmożonym politykom przypomnieć, że drugą osobą w państwie jest ktoś, kto pokłonił się i wyraził wdzięczność Armii Czerwonej za wyzwolenie Polski. No i zapraszam na drugi odcinek, świetny jest – napisał na X w niedzielę krótko przed południem.
Trzy godziny później stwierdził, że obejrzał trzecią relację Wiernikowskiej. –Zaczyna się od chłopaka, który wrócił z wojny i mówi, że wybiera się ponownie. - Mam ręce, nogi. Jadę! I dopiero po sekundzie przypomina sobie, że ręki już jednak nie ma. - A no tak... – opisał.
– Ludzie z przemielonymi mózgami, którzy z czasem trafiają do maszynki do mielenia mięsa na froncie. Wygadują bzdury, które usłyszeli w telewizji. Jeden sobie wmawia, że nie zginie, wprawdzie trzech najbliższych kolegów zginęło, no ale on nie. Walczy, bo nie chce w Rosji parady gejów. Odcinek kończy się innym, totalnie straumatyzowanym chłopakiem (lat chyba 21), który siedzi na dworcu, już nie pamięta dokąd jedzie, skąd, pamięta tylko, że podpisał kontrakt w wojsku na 10 lat, wszyscy kumple wybici. Zapisał się z nudy. "A mogłem siedzieć w ogrodzie". Wrak totalny, pachnie "samobójem" – dodał.

STS wycofał reklamę
Pierwsza relacja Marii Wiernikowskiej do niedzieli do godz. 18.30 zanotowała ponad 290 tys. odtworzeń.
W materiale banner reklamowy firmy bukmacherskiej STS – wyświetlany, gdy dziennikarka mówiła o rosyjskiej broni z Królewcu zdolnej do zaatakowania Polski – został w weekend zamazany.
Jak opisywaliśmy, Wiernikowska zaczęła współpracę z Kanałem Zero w kwietniu 2025 roku. Zapowiadano wówczas, że będzie przygotowywać cykl "Moje wojny" przedstawiający jej wieloletnie doświadczenia jako korespondentki wojennej.













