– W porównaniu do wystąpienia tego w TVN24, to jest absolutnie niebo a ziemia – mówi nam Olgierd Annusewicz, specjalista od marketingu politycznego. Zaznacza jednak, że tym razem prezydentową przed potencjalnym potknięciem chronił miękki materac.
– To nie jest twarde krzesło w TVN24, tylko dość wygodny fotel u Rymanowskiego. Poczyniła ogromny postęp i za tym postępem stoją prawdopodobnie godziny ćwiczeń. Zawdzięcza go też dziennikarzowi, który naprawdę potrafił stworzyć taką atmosferę, w której ona się dobrze czuła. Przy czym zaznaczmy, że w TVN24 atmosfera też była dobra, tylko pytania ostrzejsze – komentuje Annusewicz.
Michał Sikorski, ekspert od PR i komunikacji jest bardziej powściągliwy w ocenie. W rozmowie z nami zauważa postęp, ale przyznaje, że spodziewałby się "nieco więcej":
– Na pewno pomogły jej warunki, w jakich odbywał się wywiad. Sytuacja była bardziej kameralna i mniej formalna, a sposób prowadzenia rozmowy przez Bogdana Rymanowskiego ograniczał poziom presji – stwierdza.

– W wywiadzie dla TVN24 doszło właściwie do zatrzymania rozmowy i szukania wzrokiem pomocy poza kadrem. Tym razem Marta Nawrocka była w stanie kontynuować odpowiedź i utrzymać kontrolę nad rozmową, nawet jeśli nadal było widać, że jest to dla niej temat trudny – zauważa Sikorski.
O czym Marta Nawrocka mówiła u Bogdana Rymanowskiego?
Momentem, który wielu widzów zapamiętało z pierwszego dużego wywiadu Marty Nawrockiej z Joanną Kryńską w TVN24 był ten, w którym Pierwsza Dama, gdy rozmowa zeszła na temat in vitro, poprosiła o "inny zestaw pytań".
W podcaście Rymanowskiego taki zwrot nie padł. Nawrocka na pytanie o zapłodnienie pozaustrojowe odpowiedziała ("Nie odbierałabym drugiemu człowiekowi szczęścia, żeby posiadał dziecko"). Nie zawahała się również, gdy dziennikarz zapytał o ustawę aborcyjną ("Jestem za życiem"), a nawet wdała się z Rymanowskim w swego rodzaju potyczkę słowną, mówiąc: "Dla kobiet w Polsce inne tematy są ważne [...] Temat został spopularyzowany. Dzięki takim pytaniom, właśnie jak pan tutaj zadaje, jesteśmy podzieleni w Polsce", na co Rymanowski żartobliwie odparł: "Czyli pani mnie oskarża o podziały?"

Pierwsza dama więcej niż o polityce (o której w domu z mężem i dziećmi nie rozmawiają) mówiła jednak o życiu osobistym. Rymanowski dopytywał, między innymi, czy para prezydencka kocha się tak samo mocno, jak na początku znajomości (tak), czy często się kłóci (nie), a także o to, czy prezydentowej przeszkadza, że Karol Nawrocki zażywa snusy ("Jego prawdziwym nałogiem są książki i sport").
Prezydentowa dbała, aby w trwającym godzinę i kwadrans wybrzmiał temat założonej przez nią fundacji – "Blisko ludzkich spraw". Marta Nawrocka mówiła więc o opiece wytchnieniowej dla rodziców chorych dzieci, a także o działaniach w kierunku walki z hejtem wśród najmłodszych.
Ten ostatni temat wsparła przykładami z własnego życia: przypomniała, że w trakcie kampanii hejt dotknął nie tylko ją samą czy Karola Nawrockiego, ale również jej dzieci. Pytana o największy obecnie problem w Polsce, wskazała właśnie na internetową mowę nienawiści.
WIDEORymanowski, Nawrocka: Blisko ludzkich spraw

Stres jest, ale widać efekty pracy
Olgierd Annusewicz ocenia, że na początku rozmowy Marta Nawrocka jest bardzo spięta.
– Początkowo maluje się lęk przed wystąpieniami publicznymi, widoczny dyskomfort jest często maskowany uśmiechem, słychać drżenie w głosie. Potem jednak trema stopniowo zanika i widać, że Pierwsza Dama czuje się swobodniej – komentuje ekspert.
– Mam wrażenie, że tu została odrobiona jakaś praca domowa, mimo tego początkowego stresu, który można poznać po nienaturalnych zachowaniach: sztywnej sylwetce, drżącym głosie, czy zdaniach, które brzmią trochę nienaturalnie – mówi Annusewicz, podkreślając jednak, że im dalej w rozmowę, tym Marta Nawrocka radzi sobie lepiej.
– Najlepiej wypada w tych pytaniach, które dotyczą życia rodzinnego, dzieci, córki, syna czy telefonów komórkowych w szkołach. Widać, że ma swoje zdanie, że składnie i z argumentacją się na ten temat wypowiada. Jest jednak bardzo ostrożna – dodaje.

Kobieta z sąsiedztwa
Michał Sikorski ocenia, że Marta Nawrocka przez sporą część wywiadu prezentuje się jako "kobieta z sąsiedztwa" – osoba ciepła, naturalna, prostolinijna, ugodowa. Dodaje, że w tym kontekście nawet swego rodzaju brak medialnego obycia można przekuć w zaletę.
– Z punktu widzenia psychologii komunikacji jej mocną stroną jest przede wszystkim to, co określa się jako wymiar ciepła, czyli budowanie wrażenia bliskości, życzliwości i szczerości. To pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego brak medialnego oszlifowania może działać na jej korzyść. Odbiorcy są coraz bardziej wyczuleni na sztucznie budowany wizerunek, więc Marta Nawrocka może być odbierana jako osoba autentyczna, a nie "wykreowana" przez spin doktorów – komentuje ekspert.
Ekspert podkreśla jednak, że prezydentowej zdarza się wyjść poza formalne ramy o krok za daleko – ze stratą dla charakteru przekazu.

– Nie zawsze ta naturalność szła w parze z formalnym wizerunkiem pierwszej damy, szczególnie gdy przytaczała wcześniejsze rozmowy, zmieniając intonację i sposób mówienia tak, by naśladować swoich rozmówców. To wzmacniało wrażenie spontaniczności, ale momentami nadawało wypowiedzi bardzo potoczny charakter, nieco nieprzystający do pełnionej roli – wyjaśnia Sikorski.
Trudniejsze pytania i powrót nerwów
Stres, zdaniem Sikorskiego, powraca, gdy rozmowa schodzi na tematy związane z in vitro i prawem do przerywania ciąży.
– Można było zauważyć wzrost napięcia i mniejszą swobodę niż w części rozmowy dotyczącej życia prywatnego. Zaskakuje mnie, że po wcześniejszych doświadczeniach medialnych nadal nie była przygotowana na tyle, by przejść przez te tematy swobodniej, szczególnie że mogła spodziewać się takiego zestawu pytań – ocenia ekspert.

– Warto też zwrócić uwagę na sposób konstruowania odpowiedzi. Przy najbardziej politycznie i światopoglądowo obciążonych pytaniach pierwsza dama często przenosiła rozmowę na poziom osobistych doświadczeń i wartości. To bezpieczna strategia komunikacyjna, choć nie zawsze oznacza odpowiedź dokładnie na pytanie zadane przez dziennikarza. W przypadku aborcji mówiła przede wszystkim przez pryzmat własnego doświadczenia i wsparcia kobiet, a przy in vitro odwoływała się do prawa innych osób do rodzicielstwa – podsumowuje.
Sikorski zaznacza, że pomimo kilku trudniejszych pytań, atmosfera, jaką kreował Bogdan Rymanowski, była wspierająca.
– Z teorii wywiadu dziennikarskiego można powiedzieć, że Rymanowski stosował przede wszystkim pytania bliższe formule miękkiej niż twardej piłki. Nie dążył do konfrontacji, dawał czas na odpowiedź i nie zwiększał presji nawet wtedy, gdy rozmówczyni wyglądała na zakłopotaną czy zdenerwowaną – zauważa ekspert.

– Jednocześnie stosunkowo rzadko wykorzystywał pogłębiające pytania następcze. Kiedy pierwsza dama nie odpowiadała wprost albo przenosiła odpowiedź na inny poziom, zazwyczaj nie wracał do pierwotnego pytania i nie próbował egzekwować bardziej jednoznacznej deklaracji – stwierdza.
Praca domowa?
Pytany o to, jak Marta Nawrocka mogła przygotowywać się do rozmowy, Annusewicz wskazuje na dwa elementy. Pierwszy z nich dotyczy merytoryki.
– Po pierwsze przygotowuje się analizy potencjalnych pytań. I co ważne, wspólnie z daną osobą ustala się co powiedzieć, jak powiedzieć, jakich słów użyć, jakich słów nie używać, ewentualnie jak uciec od trudniejszego pytania – wyjaśnia ekspert.
– Kiedy bohater takiego treningu ma tę pierwszą część zaliczoną, dobrze czuje się w materii i w tych potencjalnych pytaniach, to wtedy przechodzimy do etapu symulacji rozmów. Chodzi o to, aby zinternalizować to, co mamy do powiedzenia w danej sprawie i uniknąć elementu zaskoczenia, który się pojawiał w TVN24 wtedy oraz żeby wyrobić taką swoistą "pamięć mięśniową": jeśli odpowiem na dane pytanie trzy razy podczas treningu, zobaczę swoje nagranie, posłucham, jak to brzmi, dostanę informację zwrotną, to za czwartym, gdy padnie już z ust dziennikarza, będę się czuł swobodnie i bezpiecznie – tłumaczy Annusewicz.

Ekspert raz jeszcze podkreśla, że zdecydowanie widać pracę, jaką prezydentowa włożyła w przygotowanie medialne.
– Po wywiadzie dla TVN24 komentowałem, że nie wyobrażam sobie, żebym swoją podopieczną czy swojego podopiecznego wypuścił do mediów bez treningu. A tamto wystąpienie było ewidentnie, ale to ewidentnie, albo w ogóle nieprzygotowane, albo przygotowane niewystarczająco. Tutaj lekcja została odrobiona. Jest też stres, choć widać, że pani Marta Nawrocka uczy się sobie z nim radzić – podsumował ekspert.












