Zoltán Varga to węgierski magnat medialny, który "sławę" zyskał jako medialny wróg Viktora Orbána. Stoi na czele niezależnego wydawnictwa, którego nie sprzedał ekipie Fideszu, czym naraził siebie i swój biznes.
Jest właścicielem Central Media Group, do której należy m.in. 24.hu, jeden z największych niezależnych portali informacyjnych na Węgrzech. W Polsce był współwłaścicielem Gremi Media, wydawcy "Rzeczpospolitej" i "Parkietu". Mimo sprzedaży tego pakietu nie zniknął z regionu i w niedawnym wywiadzie dla Wirtulanychmediów deklarował, że nadal szuka większych projektów medialnych.
Zoltan Varga o przegranej Orbana
Jeśli ktoś na Węgrzech w branży mediów ma dziś powody do radości, to jest to właśnie on. W komentarzu dla naszego portalu tak komentuje wyniki wyborów:
– W ciągu ostatnich kilku dni byliśmy świadkami istotnego punktu zwrotnego. Wybory są jednym z najważniejszych momentów funkcjonowania demokracji: nie są jedynie wydarzeniem politycznym, lecz publicznym kamieniem milowym, który w dłuższej perspektywie kształtuje stan sfery publicznej, zaufanie do instytucji oraz jakość dialogu społecznego – mówi nam Zoltán Varga.

I podkreśla, że na Węgrzech wyraźnie zarysowała się atmosfera zmiany reżimu. – Po zakończeniu wyborów ludzie wyszli na ulice, by świętować, wysyłając mocny, wspólny sygnał, że kraj chce należeć do Europy. Rekordowo wysoka frekwencja, zbliżająca się do 80 procent, jasno pokazuje, że zaangażowanie społeczne było tym razem wyjątkowe, a wybory miały znaczenie nie tylko polityczne, lecz także szersze, obywatelskie – dodaje.
Z technicznego punktu widzenia noc wyborcza stanowiła również poważne wyzwanie dla całego węgierskiego rynku medialnego. W przypadku 24.hu weszliśmy w ten okres z przemyślanym przygotowaniem i wzmocnioną gotowością operacyjną. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że wchodzimy w nową fazę, w której wiarygodne media odgrywają szczególnie ważną rolę. Będziemy nadal działać odpowiednio do tej sytuacji: konsekwentnie, w sposób profesjonalny i z silnym poczuciem odpowiedzialności za sferę publiczną.
KESMA, czyli zła królowa węgierskich mediów
W niedawnym wywiadzie dla naszego portalu Zoltán Varga wyjaśnił też, jak działa KESMA, czyli jego zdaniem największe zło, jakie z systemem medialnym zrobił Fidesz.
KESMA działała w praktyce jak parasolowa fundacja konsolidująca prorządowe media: dziesiątki tytułów prasowych, portali, rozgłośni i stacji zostały wniesione do jednego organizmu przez właścicieli powiązanych z obozem Viktora Orbána, a potem całość została wyłączona spod normalnej kontroli antymonopolowej decyzją rządu. Taki model pozwalał centralizować własność, koordynować przekaz i wzmacniać dominację politycznie sprzyjających mediów bez standardowych barier regulacyjnych.

– To czysta propaganda w rosyjskim stylu. Jest jedno centrum, które wysyła komunikaty, a reszta je dystrybuuje na swoich łamach. Jeśli chodzi o treści polityczne, dziennikarze mają zero wolności. Gdy atakowali mnie, ten sam artykuł był powielany kilkadziesiąt razy. Ludzie mają wrażenie, że dostają ten sam komunikat zewsząd – tłumaczył Varga, jednocześnie nie wykluczając, że nowa ekipa rządząca może taki układ w jakimś zakresie utrzymać, jeśli poczuje, że też może z niego korzystać.
Orban sam go stworzył
Jak wspomina Zoltán Varga, to tak naprawdę Viktor Orbán zrobił z niego bohatera. W 2014 roku Węgry nie zatwierdziły fuzji Ringiera z Axel Springerem, czym faktycznie otworzył mu drzwi do wejścia na rynek.
– Na początku nikt nie wierzył, że robię to sam. Byłem traktowany jako czyjaś prawa ręka, ale w końcu ludzie zrozumieli, że naprawdę działam "na swoje". A potem, stawiając mi zarzuty i nękając, właściwie sam zrobił ze mnie bohatera. Wcześniej nikt nie wiedział, kim jestem, a nagle zobaczyli i stwierdzili, że ktoś ma odwagę się przeciwstawiać. Pomógł mi, ale nie jestem mu wdzięczny, bo zniszczył ten kraj i jego przyszłość – opowiadał.














