Projekt polskiego podatku cyfrowego zakłada do 3 proc. podatku od przychodów z wybranych usług cyfrowych w Polsce, związanych m.in. z reklamami online, platformami łączącymi użytkowników i z handlem danymi. Podatek ma dotyczyć tylko największych graczy o globalnych przychodach powyżej 1 mld euro i powyżej 25 mln zł w Polsce i ma zostać pomniejszany o zapłacony CIT - poinformował wicepremier.
Doprecyzował, że podatek nie obejmie natomiast sprzedaży własnych produktów online, usług finansowych ani mediów publikujących treści.
- To dobry dzień dla cyfryzacji, bo podatek od usług cyfrowych został wpisany do wykazu prac rządu - poinformował wicepremier Gawkowski na nagraniu opublikowanym w serwisie X.
Globalne korporacje często płacą mniejsze podatki niż lokalne firmy - czas z tym skończyć. Czas, aby wielcy gracze, wielkie big techy, płaciły równe podatki na cyfryzację, rozwój dla przyszłości. Korzyści z wprowadzenia podatku cyfrowego naprawdę są potężne. To miliardy złotych do budżetu państwa co roku

Podatek cyfrowy na agandzie rządu
Resort cyfryzacji złożył wniosek o wpis do wykazu prac legislacyjnych projektu ustawy o podatku rekompensującym od niektórych usług, czyli o tzw. podatku cyfrowym 27 stycznia. Zgodnie z wtorkowym wpisem do wykazu resort zaproponował stawkę podatku na poziomie nie wyższym niż 3 proc.
Według założeń przedstawionych przez MC podatek ma objąć podmioty lub skonsolidowane grupy działające w Polsce, których globalne przychody przekraczają 1 mld euro, a opodatkowane przychody w Polsce wynoszą ponad 25 mln zł - bez względu na rezydencję podatkową podmiotów lub ich siedzibę.
Projekt zakłada możliwość ustanowienia przedstawiciela podatkowego, czyli osoby fizycznej, prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, która posiada siedzibę działalności gospodarczej w Polsce, jest zarejestrowana jako podatnik VAT i przez ostatnie 24 miesiące nie zalegała z wpłatami poszczególnych podatków.

Wśród celów regulacji resort wymienił wyrównanie szans konkurencyjnych pomiędzy globalnymi korporacjami a przedsiębiorstwami, które obecnie znajdują się w mniej korzystnej sytuacji rynkowej. Kolejnym celem jest wsparcie rozwoju krajowych technologii i innowacji oraz jakościowych treści medialnych, które poniosły straty w wyniku zmian struktury rynku.
Kto zapłaci podatek cyfrowy
Podatek cyfrowy miałyby płacić firmy, które umieszczają na interfejsie cyfrowym reklamy ukierunkowane, tzw. personalizowane, czyli dobierane pod konkretnego użytkownika na podstawie informacji o nim. Podatkiem miałyby być też objęte firmy, które umożliwiają użytkownikom za pomocą interfejsu cyfrowego wchodzenie w interakcje z innymi użytkownikami lub ułatwiają im dokonywanie dostaw towarów albo świadczenie usług. Z opisu wynika, że chodzi o marketplace’y czy portale społecznościowe. Resort zaproponował też, aby podatkiem były objęte firmy, które sprzedają dane o użytkownikach.

Według propozycji resortu cyfryzacji z opodatkowania wyłączone portale streamingowe VOD i muzyczne, telekomy czy bankowość elektroniczna, a także media cyfrowe.
Plan wprowadzenia w Polsce podatku cyfrowego wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zapowiedział po raz pierwszy w marcu 2025 r.
Natomiast w sierpniu ub.r. resort cyfryzacji przedstawił wstępne założenia projektu, z których wynikało, że podatek miałyby płacić firmy o globalnych przychodach powyżej 750 mln euro. Resort opowiadał się wówczas za podatkiem na poziomie 3 proc., co gwarantowałoby 1,7 mld zł wpływów do budżetu w 2027 roku, a w 2030 r. – ponad 3 mld zł.

Podatki cyfrowe obowiązują m.in. w Wielkiej Brytanii (w wysokości 2 proc.), we Włoszech, Francji i Hiszpanii (3 proc.), w Austrii (5 proc.), na Węgrzech i w Turcji (7,5 proc.), w Japonii (10 proc.) czy w Kanadzie (3 proc.). Nie wprowadziły go m.in.: Finlandia, Szwecja, Niemcy, Irlandia, Holandia, USA i Chiny.
Źródło: PAP













