Z tej metafory, tylko może w nieco mniej kwiecistej formie, korzystają niezwykle chętnie zwolennicy Geoffrey’a Hintona. "Ojciec chrzestny" AI, który za pracę nad sztuczną inteligencją otrzymał Medal Touringa i Nagrodę Nobla, poświęca dzisiaj większość swojego czasu na to, aby uświadamiać nas, jakim zagrożeniem może być puszczenie "robotów" w samopas.
Mantrą, którą Hinton powtarza regularnie od lat, jest między innymi ta, o zgubnym wpływie sztucznej inteligencji na rynek pracy. W wywiadzie z Karą Swisher tak tłumaczył swoje stanowisko:
– Przewidywanie przyszłości na podstawie przeszłości jest zgubne. To jakby jechać autostradą patrząc tylko w boczne lusterko. Dzisiaj jesteśmy świadkami ogromnej zmiany: po raz pierwszy mamy do czynienia z czymś, co wyręczy nas w wykonywaniu rutynowych prac intelektualnych, podczas gdy wcześniej, otrzymywaliśmy narzędzia, które zdejmowały z nas konieczność pracy fizycznej. Kopacze rowów może stawali się zbędni, ale jakaś alternatywa zawsze pozostawała. Dzisiaj wcale nie jestem pewien, czy AI przyczyni się do stworzenia masy nowych miejsc pracy – mówił w ubiegłym roku.

Taka przepowiednia sama w sobie nie napawa optymizmem. A teraz wyobraźcie sobie, że macie 20 lat, całe nastoletnie życie marzyliście o pracy w mediach, od kilku tygodni cyzelujecie swoje ubogie bo ubogie, ale z pewnością aspiracyjne CV, które już za chwilę załączycie w mailu do wszystkich znanych wam redakcji i klikniecie sakramentalne: "Wyślij". Jaka jest szansa, że ktoś wam odpowie?
Idąc tokiem rozumowania Hintona, z roku na rok coraz mniejsza. A idąc tokiem rozumowania polskiego rynku? Tu, przynajmniej zdaniem niektórych, sytuacja wygląda nieco bardziej optymistycznie.
Koniec rynku pracownika. Juniorzy będą lepiej zmotywowani?
– #niepopularna opinia: paradoksalnie najlepszy czas na zatrudnianie juniorów jest… teraz. Właśnie, gdy mają najtrudniej. Są najbardziej zmotywowani, można zrobić dobrą selekcję, wielu ma już inny mental. Mniej roszczeniowości, znacznie więcej chęci do pracy u top 10% tych, którzy teraz wchodzą na rynek w porównaniu z takim 2022. Sam ściągnąłem paru juniorów do teamu IT i jestem w pozytywnym szoku" – ogłosił pod koniec grudnia na swoim profilu na LinkedIn Piotr Nowosielski, founder portalu Rocket Jobs.

"Młodzi ludzie na rynku pracy potrzebują szansy i są w stanie dać z siebie więcej niż kiedykolwiek wcześniej" – dodał.
Z tym podejściem zgadza się Łukasz Kowalski, założyciel agencji digitalowej Flying Bisons, który ostatnio na LinkedIn tak zachęcał juniorów do rekrutacji:
– Rynek narzeka, że "nie ma pracy dla juniorów". Branża narzeka, że "nie ma dobrych juniorów". Prawda jest taka, że juniorzy potrzebują miejsca, gdzie mogą rosnąć. W Flying Bisons taką przestrzeń mamy tu i teraz. Duże projekty, szybkie tempo, i konkretne zadania. Nie obiecujemy wygodnego onboardingowego programu. Obiecujemy prawdziwy rozwój – napisał.
Pracodawcy widzą więc w młodych potencjał, może i chcą im dać pracę. Pytanie, czy mają jej wystarczająco dużo i czy już nie scedowali pewnej jej części na algorytmy?
– Dla małych firm czy redakcji AI bywa niemal darmową alternatywą dla początkującego pracownika. Przy rosnących kosztach pracy, w tym roku znów wzrasta nam stawka minimalna, pracodawcy naprawdę kilka razy zastanowią się, czy zatrudnić juniora, czy jednak może przenieść część zadań na technologię – mówi Agnieszka Ciećwierz, ekspertka HR i CEO Sigmund Polska.

– Patrząc na najnowsze dane z rynku pracy specjalistów (rocketjobs.pl, za okres styczeń-grudzień 2025 rok - red.) widać wyraźnie, że oferty koncentrują się dziś głównie na stanowiskach średniego szczebla. To niemal 60% wszystkich ogłoszeń. W przypadku juniorów, czyli osób początkujących, mówimy o niespełna 20%. To pokazuje bardzo wyraźny trend: ofert dla juniorów jest coraz mniej, a pracodawcy częściej decydują się na zatrudnianie osób z doświadczeniem, na poziomie mid lub nawet C-level. W wielu obszarach zadania, które wcześniej wykonywali juniorzy, są dziś przejmowane przez sztuczną inteligencję – komentuje Ciećwierz.
Nowosielski i Ciećwierz zgadzają się w jednym: rynek pracownika powoli się kończy. I oczywiście można nie widzieć w tym problemu, a dłuższy czas oczekiwania na znalezienie pierwszej pracy umieścić w kategorii "życiowych wyzwań" czy "cennych lekcji", to jednak dla większości młodych, wysyłających codziennie kilkanaście CV w próżnię fakt, że potencjalni pracodawcy doceniają ich ogromną determinację, będzie kiepskim pocieszeniem, a fakt, że konkurują już nie tylko ze swoimi rówieśnikami, ale też z "jeść niewołającym" Chatem - dodatkowym czynnikiem deprymującym.

Pytanie tylko, czy w Polsce pracownicy mediów są już rzeczywiście zastępowani sztuczną inteligencją?
Hej, Chat. Czy planujesz ukraść mi pracę?
W tekście o tym, czy AI zastąpi, między innymi, dziennikarzy, nie powinno zabraknąć wypowiedzi samego podmiotu… hym… zainteresowanego? To pewnie niezbyt fortunny dobór słów, niemniej jednak pytanie z nagłówka wpisałam w okienko promptu. Odpowiedź była, jakżeby inaczej, bardzo przyjazna i okraszona właściwie użytymi emotikonami:
"Hej 😄 Spokojnie — nie planuję kraść Ci pracy.
Raczej działać jak sidekick: pomóc ogarnąć chaos, przyspieszyć pisanie, uporządkować myśli i zostawić najważniejsze decyzje Tobie.
Twoja robota + moje wsparcie = mniej bólu, więcej efektu 😉"
Uff, ulżyło mi. Ale tylko dlatego, że jestem w tym, bądź co bądź, niefortunnym położeniu, że wiekiem bliżej mi już jednak do seniora niż juniora. Pytam więc "dla młodszego kolegi". Chat znów mnie uspokaja:

"Nie "kradnę" pracy juniorom, bo:
- nie mam odpowiedzialności,
- nie mam inicjatywy z własnej woli,
- nie mam intuicji kontekstowej organizacji,
- nie uczę się firmy, relacji, polityki, napięć i priorytetów tak jak człowiek."
Okej. Dziękuję. Ulżyło wam? Możemy się rozejść? Niestety, drogi Chacie, gdy w grę wchodzą pieniądze, sprawy nie wyglądają tak przejrzyście.
W jednej z poprzednich konwersacji, gdy zapytałam o to, czy mógłby zastąpić dziennikarza w redakcji, model wciąż utrzymywał, że nie, a na pewno nie każdego i nie wszędzie, ale podrzucił też intrygujące wyliczenie: "1 dziennikarz + AI = 3–5 dziennikarzy bez AI".
Idąc tym tropem, redakcje mogłyby już zacząć znacząco uszczuplać swoje szeregi. Czy widząc więc informacje o kolejnych zwolnieniach grupowych w Agorze trudno oprzeć się wrażeniu, że przynajmniej kilka z opuszczonych tam wakatów "zapełni" w jakiś sposób sztuczna inteligencja? To oczywiście jedynie teoria, bo w oficjalnych komunikatach nie doszukamy się tego typu stwierdzeń.

Na świecie jednak deklaracje w stylu: "redukujemy ludzi, "zatrudniamy" AI" już się pojawiły. W maju ubiegłego roku szefowa globalnego Business Insidera, Barbara Peng, po ogłoszeniu zwolnienia 21 proc. pracowników, napisała:
Branża medialna znajduje się na rozdrożu. Modele biznesowe są pod presją, dystrybucja jest niestabilna, a konkurencja o uwagę odbiorców ostrzejsza niż kiedykolwiek. Jednocześnie przed firmami, które jako pierwsze wykorzystają AI, otwiera się ogromna szansa. Nasza strategia jest solidna, ale nie mamy luksusu czasu".
Czy polskie redakcje żyją w innej strefie komfortu? A może po prostu kierują się innymi wartościami?
AI jako stażysta? "Misja samobójcza"
– Myślę, że sztuczna inteligencja zmieniła i zmienia pracę w mediach, także pracę stażystów. Na pewno AI nie zastąpi w całości stażystów, bo w stażu nie chodzi (tylko i wyłącznie) o scedowanie powtarzalnych, prostych i nudnych obowiązków, ale o wyłapywanie talentów, kształcenie przyszłych pracowników. Całkowite "zastąpienie" pracy stażystów systemami AI uważam za misję samobójczą – stwierdza Rafał Pikuła, szef magazynu Spider's Web+, ekspert nowych technologii.

Na pytanie, czy AI jest w stanie pomóc młodym w wejściu na rynek pracy, Pikuła również odpowiada pozytywnie:
– Oczywiście, mądrze i odpowiedzialnie używana sztuczna inteligencja to pomoc. Dla każdego, także dla debiutantów. AI ułatwia research, choć tutaj trzeba być mocno krytycznym. Może ułatwiać streszczanie materiałów, wspierać redakcję tekstów oraz wstępny fact-checking. Pomaga także w generowaniu tematów, optymalizacji treści online i budowaniu portfolio. Traktowana jako narzędzie, a nie zastępstwo, zwiększa konkurencyjność młodych adeptów sztuki dziennikarskiej – komentuje.
Nieco bardziej krytyczne stanowisko odnośnie "samokształcenia się" przez juniorów za pomocą narzędzi AI przedstawia Janusz Omyliński, specjalista SEO z Polska Press Grupy:
– AI mocno wpływa na branżę SEO pod względem operacyjnym. Pewne zadania, które wymagały mrówczej pracy (i nie oszukujmy się, często nudnej) możemy teraz wykonywać szybko i w dużej skali. Problemem jest to, że na tej mrówczej pracy człowiek często uczył się podstaw. Jeśli dzisiejsi juniorzy SEO zostaną pozostawieni z narzędziami AI sam na sam bez wsparcia bardziej doświadczonej osoby, może się to skończyć źle. Garbage in, garbage out: jeśli wprowadzimy źle prompt, jeśli nie do końca rozumiemy zadanie, potrzeby za nim idące i potencjalne zagrożenia, to możemy szybko i w dużej skali narobić co najwyżej bałaganu – ostrzega.

Omyliński zauważa również, że juniorzy rzeczywiście muszą dzisiaj wykazać się nieco większą motywacją, niż jeszcze kilka lat temu, jeśli naprawdę chcą zaczepić się w branży:
– Mamy obecnie do czynienia z podniesieniem poprzeczki wejścia. Junior, który potrafi tylko "pisać tytuły pod SEO" lub klikać w narzędzia bez zrozumienia, jest dziś właściwie zbędny. Na juniora SEO np. w mediach chętnie wziąłbym osobę, która już ma jakieś doświadczenie w redakcji, ale też posiada jednak niewielkie kompetencje techniczne i chociaż zainteresowanie analityką. Ciężko by było wziąć kogoś zupełnie zielonego – dodaje.
Zmianę pozycji juniora na "korpo" drabinie zauważa też Iwo Wieczorek, wykładowca Uniwersytetu SWPS na wydziale Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu oraz Brand Lead w agencji Semcore:
– W obszarze prostych, powtarzalnych zadań, które dotąd często trafiały do juniorów, myślę, że [sztuczna inteligencja - red.] już zastąpiła [człowieka - red.]. Ten typ pracy jest już po prostu w zasięgu narzędzi AI. Jednocześnie nie widzę tego tylko jako "zastąpienie", ale raczej jako zmianę roli i kompetencji - mówi Wieczorek i wyjaśnia:

– Zmierzamy w stronę modelu, w którym prace juniorskie będą w większym stopniu przejmowane przez "kuratorów" pracy i agentów narzędzi AI. Czyli te kompetencje będą przenoszone w górę odpowiedzialności. To co było zlecane przez wyższe stanowiska Juniorom, będzie teraz w części zadawane po prostu agentom AI. Czy to znaczy, że Juniorów nie będzie? Nie, zmienią się (mam nadzieję, podwyższą) ich kompetencje, właśnie do roli kuratorów. Wciąż będzie trzeba zadawać dobre pytania, rozbijać problemy na etapy, oceniać jakość wyniku, weryfikować fakty, dopasować styl i ton oraz dowozić efekt końcowy. W praktyce może to oznaczać, że juniorzy staną się bardziej kompetentnymi juniorami szybciej niż kiedyś, o ile organizacje będą ich uczyć nie tylko rzemiosła, ale też mądrego korzystania z AI. Próg wejścia do części zadań spada, ale rośnie znaczenie odpowiedzialności, krytycznego myślenia i jakości – tłumaczy Wieczorek.

Jednym z problemów, o których mówi się mniej w kontekście AI jest również fakt, że póki co, modele językowe zdejmują z nas, czy też z juniorów, tę łatwiejszą część pracy: spisują wywiady, sprawdzą poprawność tekstu, przeszukają ogromne repozytorium informacji. Co więc zostanie? No właśnie, ta trudniejsza część.
Jak mówił w wywiadzie dla radia TOK FM profesor Andrzej Dragan, autor książki o sztucznej inteligencji "Quo vAIdis", technologia wcale nie musi ułatwiać nam pracy, może być zupełnie odwrotnie.
Tłumacz, który kiedyś tłumaczył jedną książkę na miesiąc dzisiaj być może będzie tłumaczył pięć książek na tydzień" - zauważa. Podobnie początkujący dziennikarz, czy też początkujący mediaworker: zamiast pisać kilka newsów dziennie, dostanie do zagregowania i sprawdzenia podwójną (potrójną?) ilość materiału. Będzie łatwiej? Psychicznie niekoniecznie.
– Mam nadzieję, że AI, podobnie jak kiedyś Photoshop, okaże się przede wszystkim narzędziem, a nie zamiennikiem człowieka. Wszystko zależy od tego, jak będziemy z niego korzystać – mówi Sylwester Kluszczyński, grafik, który trzy lata temu odebrał dyplom gdańskiej ASP i ma za sobą intensywne poszukiwania pracy. Zauważa, że rynek obecnie zmienia się niezwykle dynamicznie:
– W grafice, podobnie jak w dziennikarstwie, znikają zadania "wejściowe". Kiedyś młodzi graficy zaczynali od drobnych zleceń: małych ilustracji, prostych tanich projektów dla małych firm. To był sposób na naukę, kontakt z klientem i budowanie portfolio. Dziś wiele z tych prostych zadań może zostać zastąpionych przez AI. To jest duży problem, bo młodzi twórcy tracą naturalny punkt wejścia do zawodu. Z drugiej strony firmy coraz częściej pytają o umiejętność korzystania z narzędzi AI. Traktują je jako wsparcie, coś w rodzaju stocka albo przyspieszenia pracy, ale nie pełnego zastępstwa dla grafika – zauważa Kluszczyński.
Dla chcącego nic trudnego…?
Skoro o umiejętności korzystania z AI mowa, to patrząc na dane, nie jest z nimi u nas wcale tak dobrze, jak mogłoby się wydawać. Z raportu PWC wynika, że w codziennej pracy z narzędzi sztucznej inteligencji korzysta zaledwie 9 proc. polskich pracowników. Raz w tygodniu zdarzyło się to 12. procentom ankietowanych, a na przestrzeni 12 miesięcy z "usług" modelu językowego skorzystało 45 proc. W skali globalnej, gdzie codziennie 32 proc. osób ma w pracy styczność ze sztuczną inteligencją, jesteśmy na etapie niemowlaka.
Czy to dobra wiadomość dla juniorów? Z pewnością pozwoli im "ukraść" trochę więcej czasu i uwagi pracodawców. Ale taka sytuacja nie potrwa długo. Prędzej czy później dogonimy "zachód". I co wtedy?
– Postęp technologiczny ma swoją cenę, ale też przynosi ogromne korzyści. Dzięki niemu przetrwaliśmy pandemię, mamy dostęp do zakupów online i nowych możliwości. Skala zmian związanych z AI jest trudna do przewidzenia, ale nie wierzę w scenariusz, w którym AI całkowicie nas zastąpi i "uwolni" od pracy – prognozuje Artur Kurasiński, popularyzator wiedzy technologicznej, twórca podcastu Technofobia.
– Nowe technologie zwykle prowadzą do powstawania nowych potrzeb i nowych form aktywności. AI pozwoli nam robić inne, być może ciekawsze rzeczy. Być może ujawni też słabości obecnego modelu gospodarczego i zmusi nas do jego przemyślenia [...] Oczywiście czeka nas okres niepewności i perturbacji, ale jeśli spojrzeć na historię, finał zwykle okazuje się pozytywny. Jesteśmy dopiero kilka lat po przełomie związanym z AI i wciąż wiele rzeczy musimy robić ręcznie. Przed nami jeszcze lata rozwoju i eksperymentów, zanim AI osiągnie poziom, o którym dziś marzymy – komentuje.
Jego zdaniem dzisiejsi juniorzy mają pod pewnymi względami trudniej, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby… mieli łatwiej:
– Gdy wyobrażam sobie, że mam dwadzieścia kilka lat i dostęp do wszystkich narzędzi AI, które mamy obecnie, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Wiedza, którą kiedyś zdobywałem dużym wysiłkiem, dziś dostępna jest po dwóch kliknięciach. Z jednej strony to absurdalne, że tak wiele osób nie korzysta z zasobów, które ma dosłownie pod ręką. W ciągu ostatnich trzydziestu lat ogromna ilość wiedzy przeniosła się do internetu. Wystarczy użyć zwykłej wyszukiwarki Google, by znaleźć kursy, szkolenia, a nawet poważne studia organizowane przez największe światowe uniwersytety, często za darmo lub częściowo bezpłatnie. Wiedzy jest mnóstwo, pytanie tylko, czy ktoś ma w sobie wystarczająco dużo chęci i zapału, by z niej korzystać – komentuje.
Obserwacje dotyczące potencjału młodych na rynku pracy ma dr Iwona Morozow, kierowniczka Katedry Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na SWPS we Wrocławiu:
– Z moich doświadczeń wynika, że młodzi ludzie coraz rzadziej godzą się na wykonywanie bardzo prostych, rutynowych zadań czy symbolicznego "parzenia kawy". Często chcą od razu wejść na wyższy poziom odpowiedzialności, co oczywiście nie zawsze jest możliwe. Tu ogromną rolę ma uczelnia: by jak najlepiej przygotować studentów do nowego rynku pracy - zauważa Morozow. Badaczka dodaje, że uczelnie krok po kroku dostosowują swoje programy do wymagań nowej rzeczywistości:
– W dydaktyce staram się nie straszyć sztuczną inteligencją, lecz pokazywać etyczne sposoby jej wykorzystania, zwłaszcza w dziennikarstwie i mediach. Na zajęciach ze storytellingu otwarcie mówię studentom, że korzystanie z AI jest faktem.
Trendbook 2026
Powższy materiał z pochodzi z Trendbooka 2026. W tej liczącej 90 stron publikacji znajdziecie teksty dotyczące trendów i zjawisk na rynku mediów, marketingu i technologii, podsumowania, prognozy, a także wywiad z prezesem Cannes Lions.
Trendbook możecie przejrzeć poniżej lub korzystając z tego linku.










