Sprawa trafiła na wokandę w listopadzie 2025 roku. Jak wyjaśniał wówczas Tomasz Bartos, założyciela firmy Mikrofonika i jeden z reprezentantów Łukomskiego, firma z branży wodno-kanalizacyjnej postanowiła, że użyje w swojej reklamie jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów w Polsce. Problem w tym, że miała też rzekomo wygenerować wspomniany głos sztucznie, przy pomocy narzędzi AI.
– Ja nazywam to po prostu kradzieżą. Taka jest moja interpretacja. I zapewniam, że znajdzie potwierdzenie w sądzie – mówił w ubiegłym roku Bartos.
Jarosław Łukomski to lektor o uznanym dorobku. Widzowie znają go z filmów wojennych oraz wielu kultowych produkcji np. "Helikopter w ogniu", Szeregowiec Ryan", "300", "Desperado", "Skazani na Shawshank", "Milczenie owiec", "Szklana pułapka", "Simpsonowie" czy "Człowiek z blizną".

Proces w sprawie wykorzystania głosu Jarosława Łukomskiego bez jego wiedzy i zgody przy użyciu sztucznej inteligencji, jest pierwszym tego rodzaju przypadkiem w Polsce.
Rozprawa, która odbyła się 21. sierpnia w Sądzie Rejonowym w Warszawie, była czwartą w tej sprawie. Jak tłumaczy Bartos, wiele wskazywało na to, że będzie też ostatnią, Niestety, z powodów zdrowotnych przed sądem nie stawił się ważny świadek, wobec czego sędzia wyznaczyła kolejny termin posiedzenia na listopad.
– Dopóki nie stworzy się precedens (...) nasza praca, w dużej mierze, jest zagrożona - mówił po rozprawie Łukomski, dodając, że jego zawód – lektora – nie jest jedyną profesją, która może być narażona na straty w związku z powszechnym wykorzystaniem narzędzi – AI mówił dziennikarzom po rozprawie Łukomski.
– Potrzebne są rozwiązania systemowe. I one mozolnie powstają. Myślę, że również po stronie emitentów potrzebne są jakieś ruchy i jakieś stanowiska, tak aby filtrować rzeczy, które docierają do internetu bądź na anteny. I albo [powinno się - red.] oznaczać je, że zostały stworzone przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji, albo postawić jakąś tamę, która sprawi że takowe nie będą dopuszczane – dodał lektor w swoim oświadczeniu.

W rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl Tomasz Bartos mówi, że rozprawa miała swoją wagę. Biegły potwierdził bowiem, że to właśnie głos Łukomskiego posłużył algorytmowi do stworzenia nagrania wykorzystanego w reklamie.
– Kwestionowanie tego, że to w ogóle jest Łukomski straciło rację bytu. To nas cieszy. Teraz zależy nam jeszcze, aby ustalić na jakich próbkach trenowany był algorytm, przez jakie narzędzia. Taka wiedza może się nam przydać w przyszłości – opisuje Bartos.
Przełom dla branży
– To jest niezwykle ważny proces z punktu widzenia artystów, lektorów i wykonawców – komentuje w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl Maciej Makowski, aktor, Wiceprezes Zarządu Głównego Związku Artystów Scen Polskich.
– Czekamy z ogromną niecierpliwością i nadzieją na wyrok sądu. Związek Artystów Scen Polskich wraz ze Związkiem Zawodowym Twórców Dubbingu i Związkiem Zawodowym Aktorów Polskich stworzył koalicję w tej sprawie pod hasłem "Mój głos, moja własność". Stajemy w obronie artystów i twórców i podkreślamy, że głos stanowi ważny element tożsamości człowieka, a zarazem podstawowe narzędzie pracy wykonawców. Głos, tak jak i wizerunek, powinien podlegać ochronie na równi z innymi dobrami osobistymi i prawami pokrewnymi – dodaje Makowski.

Pytany o to, jak dużym wydarzeniem dla branży jest wspomniany proces, Bartos mówi z jasno: to największe wydarzenie ostatnich lat.
– Branża jest bardzo pokrzywdzona przez AI. Głos okazuje się łakomym kąskiem dla internetowych gigantów. Biegły zaznaczył w swojej opinii fakt, że nawet ponad 80 proc. słuchaczy mogło nie rozróżnić, czy [w reklamie - red.] był prawdziwy Łukomski czy AI-owy Łukomski – komentuje.
Założyciel Mikrofoniki mówi, że samo pojawienie się AI było dla branży dotkliwe, a kradzież głosu i szkolenie na nim robota, który ma danego lektora pozbawić pracy, to jego zdaniem, "tragedia".
Bartos szacuje, że Mikrofonika, jedna z największych firm dostarczających głosy do produkcji medialnych, w związku z pojawieniem się AI na przestrzeni dwóch lat poniosła straty na poziomie 30 proc.

– Należy dodać jednak, że nie odpadły nam duże reklamy dla dużych koncernów. To, co odpadło, to instrukcje, multimedia, automaty telefoniczne, rzeczy które nie wymagają zbyt dużej interpretacji i na ogół były tanie. Było ich natomiast dużo – komentuje Bartos. Dodaje jednak, że jego zdaniem większe firmy nie będą, póki co, podejmować ryzyka korzystania z narzędzi AI.
– Dużym graczom rynkowym chluby nie przynosi oznaczenie wynikające z AI Act. To kojarzy się z oszczędnością. Ponadto to nadal jest procedura ryzykowna pod względem praw autorskich. Nigdy nie wiadomo, czy ten głos nie został ukradziony – dodaje Bartos.
AI może być sprzymierzeńcem lektora
Przedstawiciele branży zdają sobie sprawę, że postępu technologicznego nie da się już zatrzymać. Starają się więc wypracować dobre praktyki, na których powinna opierać się współpraca z firmami technologicznymi.

– Udział naszych lektorów w projekcie "VO+AI" dowodzi, że nie mają oni problemu z samą technologią. Daje ona dodatkowe pola eksploatacji ludzkiego głosu, co po części w perspektywie czasu może rekompensowac straty rynkowe. Znane są nam przypadki uczciwego wykorzystania AI w klonowaniu lektorów, i w tych transakcjach obie strony są zadowolone – komentuje Bartos.
–Jako koalicja nie jesteśmy przeciwni rozwojowi technologii jako takiej – zaznacza również wiceprezes ZASP.
– Chcemy iść z duchem czasu. Sprzeciwiamy się natomiast wykorzystaniu technologii w sposób naruszający prawa i interesy ekonomiczne twórców oraz artystów i wykonawców. Rozwój sztucznej inteligencji musi się odbywać zgodnie z poszanowaniem zasad etyki prawa oraz uczciwej współpracy z twórcami, artystami i wykonawcami – stwierdza Makowski.













