Krzysztof Stanowski był gościem w podcaście Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego na Onecie. Rozmowa miała intensywne tempo, była pełna uszczypliwości. Wojewódzki, zadając pytania rozmówcy, starał się go zaskoczyć albo zmusić do odpowiedzi na niewygodne pytania.
Najpoważniejszy zarzut dotyczył rzekomej rozmowy Krzysztofa Stanowskiego z politykiem na temat wsparcia Kanału Zero. Rozmowy, do której, zdaniem założyciela projektu, w ogóle nie doszło.
Stanowski o pieniądzach od polityków
Kuba Wojewódzki zaczął ten wątek od pytania, czy kanał otrzymuje pieniądze od partii politycznych. Krzysztof Stanowski wskazał na cykl partii, które publikują swoje filmy od niemal roku w Kanale Zero. Czyni to praktycznie każde ugrupowanie sejmowe oprócz Koalicji Obywatelskiej oraz współpracowników Grzegorza Brauna.

Stanowski tłumaczył: – Każda partia, która zamieszcza u nas swój film, płaci nam około 12 zł od filmu. To najniższa możliwa stawka, nie możemy tych usług świadczyć darmowo, ale to prawie darmowo. To jedyne pieniądze, jakie otrzymaliśmy od jakiejkolwiek partii politycznej. Nigdy na żadną swoją działalność nie dostałem żadnego grantu, dofinansowania."
Wojewódzki dopytywał: – Nigdy nie rozmawiałeś z żadnym politykiem prawicowym ani innym na temat wspierania finansowego Kanału Zero? - Tak - odpowiedział Stanowski.
Temat ten wracał w kolejnych minutach rozmowy, Stanowski dopytywał: – Powiedzcie, kto mi płacił? Aż w końcówce Wojewódzki zwrócił się do niego:

Naprawdę nie przypominasz sobie rozmowy na urodzinach Roberta Mazurka, gdy rozmawiałeś z politykiem PIS-u?"
Krzysztof Stanowski nie krył zdziwienia: – Chodzi ci o te słynne urodziny Mazurka? Kuba, nie byłem na urodzinach Mazurka. Nie było mnie wtedy w Polsce, chciałem być.
Dodał, że nie był w tym czasie na żadnym wyjeździe z politykiem. Jednocześnie Stanowski zadzwonił wówczas do Mazurka, który w czasie nagrywania materiału Onetu odebrał i sam przyznał, że nie było go na urodzinach.
Krzysztof Stanowski radził Kubie Wojewódzkiemu, by nie ufał informatorowi, który przekazał mu te rewelacje. Prowadzący zaskoczył jednak i przyznał: – Nie miałem żadnego nazwiska polityka. Chciałem tylko sprawdzić twoją reakcję. Byłem ciekaw, jak zareagujesz. Nie rozmawiam z politykami PiS-u, bo gardzę wszystkimi.

Stanowski o wsparciu z państwowych firm
Założyciel Kanału Zero kilka minut później przekonywał, że naczytał się "wielu bzdur o wsparciu ze spółek Skarbu Państwa".
– Jesteście ludźmi mediów, więc znacie stawki. Powiem wam, ile portal Weszło dostawał od Orlenu. Mieliśmy kontrakt na 45 tys. zł brutto miesięcznie i jednocześnie dużą listę wymaganych świadczeń. Musieliśmy postawić portal specjalnie pod sportowców olimpijskich, których Orlen sponsorował. W skali roku to niecałe pół miliona, trwało to 4-5 lat – wyliczał Stanowski.
Kamraci i Wiernikowska
W podcaście podjęto także m.in. temat zaproszenia Kamratów do Kanału Zero. Rozmowę z nimi przeprowadził dziennikarz Dawid Chęć. Wojewódzki zarzucił Stanowskiemu promowanie podobnych poglądów.
Ten bronił się: – Największy łomot dostaliśmy nie za to, że ich zaprosiliśmy, ale za to, że weryfikowaliśmy to, co mówili, chociaż w taki sobie jakościowo sposób. Ale zamykanie oczu, udawanie, że jakieś zjawiska nie występują, to żadne rozwiązanie. Ale jeśli nie będziesz o tym wiedział, to w następnych wyborach obudzisz się w zupełnie innej Polsce."

Dodał: – Trzeba poznawać tych ludzi i ich rozbrajać trochę. Jeśli mówią jakieś zdanie o uzbrojeniu Ukrainy przez Polskę, a potem wchodzi generał Andrzejczak, który to weryfikuje, to fan Kamratów musi się zmierzyć z tym. Jest to element rozbrajania. Jeśli chociaż jedną osobę wyciągniesz z ich bandy, to jest to twoje małe zwycięstwo.
Jednocześnie Krzysztof Stanowski przyznał, że sam program nie był dobry, a wywiad tak pocięto elementami fact-checkingowymi, bo "prowadzący nie dał rady na wizji."
Z ludźmi, którzy generują takie liczby, mają masę fanów, należy rozmawiać i pokazywać, że nie są nieomylni. Wszystkie media powinny rozbrajać takie bomby, a nie czekać aż wybuchną
Stanął także w obronie Marii Wiernikowskiej, której reportaż o Rosji ukazał się niedawno w kilku odcinkach w Kanale Zero. Kuba Wojewódzki odniósł się do wpisów dziennikarki w social mediach. – Czy nie masz problemu z tym, że ona napisała, że Putin jest mężem stanu?

– Boli mnie to. Ale napisała to przed wojną. Ale czy mam uznać teraz, że nie nadaje się do nas? Ta kobieta była na większej liczbie wojen niż połowa naszych generałów. Widziała z bliska różne zbrodnie wojenne. Nie przeżyłem za nią życia. Oceniam to, jaki materiał przywiozła. Materiał, który pokazał opresyjne państwo pełne szalonych ludzi, w którym nie można nic zrobić bez wiedzy władzy – wskazywał Stanowski.
Rozmowa trwa niemal dwie godziny, ale w dużej mierze składa się z wymiany pytań, myśli i zdań między Kubą Wojewódzkim i Krzysztofem Stanowskim. Piotr Kędzierski rzadko miał okazję dojść do głosu, co redakcja Kanału Zero wyłapała, podsumowując jego zachowanie.

Po wywiadzie Stanowskiego w Onecie. "Wojewódzki nie przygotował się merytorycznie"
Stanowski tłumaczył także m.in., że nie ma syndromu oblężonej twierdzy, gdyż "od dwóch lat ja po prostu funkcjonuję w oblężonej twierdzy". Przekonywał, że atakują go przedstawiciele, także mediów, z obu stron.
Wojewódzki wielokrotnie próbował przycisnąć Stanowskiego, ale w tym bezpośrednim starciu nie wypadł najlepiej. Po odpowiedziach rozmówcy brakowało mu argumentów, zmieniał temat, tłumaczył, że "jedynie pyta". Nie wyglądał na prowadzącego, który jest dobrze przygotowany do rozmowy.
Dobrze podsumowali to autorzy profilu medialno-popkulturowego PigOut na Facebooku: "Stanowski nie tylko odbijał piłeczki w tym samym stylu, ale był przygotowany, żeby iść głębiej. Kontekst, daty, źródła, konkret. I nagle wyszło, że Wojewódzki może i potrafi w okrągłe zdania, ale nie przygotował się merytorycznie. Rakiety, które odpalał, były zrobione z nagłówków i twitterowych komentarzy. Kiedy pojawiał się fact-checking, brakowało źródła, nie było konkretu, daty się rozjeżdżały, a argumenty się kończyły."













