SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Bracia Kurscy rządzą mediami. Po dwóch stronach barykady

Poglądy polityczne dzielą braci Jacka i Jarosława Kurskich od lat, ale ostatnio ich konflikt wyraźnie się nasilił. Jacek publicznie potępił brata za artykuł o jego synu Zdzisławie. Wśród dziennikarzy i ludzi mediów łatwiej jest znaleźć tych, którzy krytykują Jacka, a pozytywnie oceniają Jarosława. Nawet osoby ze środowiska sprzyjającego PiS, dwuznacznie wypowiadają się o obecnym członku zarządu TVP. - Jacek Kurski należy do tych, których można się trzymać w razie tonięcia okrętu, bo zawsze znajdzie tratwę, na której przeżyje - mówi Wirtualnemedia.pl Tomasz Sakiewicz z "Gazety Polskiej".

For. Wikimedia Commons, AgoraArticle

Bracia Kurscy, zajmujący wpływowe stanowiska w mediach, od lat są symbolem głębokich podziałów w polskim społeczeństwie. Na co dzień unikają komentowania swoich poczynań, ale ostatnio Jacek Kurski złamał tę zasadę. Po publikacji przez "Gazetę Wyborczą" historii Magdaleny Nowakowskiej, która miała być w dzieciństwie molestowana przez starszego od niej Zdzisława Kurskiego, syna Jacka, któremu powierzono ostatnio obowiązki prezesa TVP w ostry sposób skomentował to na Twitterze:

"Syn jest bratankiem wicenaczelnego 'GW' Jarosław Kurskiego (de facto kierującego gazetą), który postanowił go zaatakować. Jarku, bracie, nie idź tą drogą. To, co robisz, jest obrzydliwe. Odreagowujesz kłamliwym atakiem na rodzinę kolejną polityczną porażkę swojego środowiska totalnej opozycji".

Nie pomogło oświadczenie redaktorów naczelnych "Gazety Wyborczej", zamieszczone pod tekstem, że "z powodu relacji rodzinnych Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego, nie brał udziału w żadnym etapie tworzenia i redagowania reportażu ani nie uczestniczył w decyzji o publikacji, wyłączył się ze sprawy". Oświadczenie podpisali: Adam Michnik, Aleksandra Sobczak, Mikołaj Chrzan, Roman Imielski, Bartosz T. Wieliński oraz Piotr Stasiński.

Wspólne korzenie

Jarosław Kurski jest o trzy lata starszy od Jacka. W młodości szybko zaangażował się w działalność opozycji demokratycznej, należał do Ruchu Młodej Polski, stworzonego przez Aleksandra Halla. W 1989 r. został rzecznikiem prasowym sztabu wyborczego Lecha Wałęsy, który kandydował w wyborach prezydenckich. - Jacek uważał, że powinienem zostać przy Wałęsie, bo za kilka miesięcy będę rzecznikiem prezydenta. Potem zaproponował mi szybką hokejową zmianę. On wskoczy na moje miejsce, tak że nie wpłynie to na płynność gry. To on chciał być rzecznikiem. Miałem go zarekomendować. Poczułem się zdradzony - powiedział w 2005 r. w wywiadzie dla „Przekroju” Jarosław Kurski. Jego brat upierał się później, że to był tylko żart.

Prawdopodobnie wtedy drogi braci zaczęły się rozchodzić. Jak pisały media, Kurskich podzielił stosunek do Lecha Wałęsy i braci Kaczyńskich. Jarosław był krytyczny wobec "wojny na górze" Lecha Wałęsy i odszedł od prezydenta w 1990 r. Dwa lata później dołączył do zespołu redakcyjnego "Gazety Wyborczej".

- Jarosław Kurski jest zupełnie inny niż brat, znam go od końca lat 70. - początku lat 80. Był jedną z ważnych postaci tzw. młodej gwardii, czyli środowiska studentów, choć poznałem go jeszcze jako ucznia liceum. Bardzo odważny i zaangażowany, trafił na pewien czas do więzienia. Później nasze relacje stały się rzadsze, ale do dzisiaj łączą nas dobre stosunki. Oceniam go jako postać zdecydowanie pozytywną, chociaż na pewno przeszedł ewolucję od czasów, jak był w Ruchu Młodej Polski, który był prawicowy na mapie ówczesnej opozycji. Dzisiaj nie ma tych samych poglądów, ale jest człowiekiem, który wierzy w to, co robi i jego stanowisko w takich kwestiach, jak obrona demokracji i państwa prawa jest jednoznaczne - mówi portalowi Wirtulnemedia.pl dr hab. Aleksander Hall, współzałożyciel Ruchu Młodej Polski i były minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

"Rozdźwięk trwa od 30 lat"

Jacek Kurski na początku lat 90. związał się z Porozumieniem Centrum, na którego czele stał Jarosław Kaczyński, współpracował też z Janem Olszewskim. Później wielokrotnie zmieniał partie - po odejściu z Ruchu Odbudowy Polski Olszewskiego był w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym, Lidze Polskich Rodzin, Prawie i Sprawiedliwości, a po wykluczeniu z tej partii zaangażował się w tworzenie Solidarnej Polski. Do PiS powrócił w 2005 r., pomagając w kampanii wyborczej Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP.

- Jacek brał życie pełnymi garściami. A ja odwrotnie: byłem w antykomunistycznym harcerstwie, więc Bóg, ojczyzna, Grottger, szable na ścianie, zero wódy, zero papierosów, tylko trochę dziewczyn - powiedział w 2005 r. "Przekrojowi" Jarosław Kurski.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego "Gazety Polskiej", rozdźwięk między braćmi trwa od 30 lat.

- Różnica poglądów między nimi jest od lat 90. i z czasem ona się tylko pogłębiała. Nie znam ich relacji prywatnych, więc nie chciałbym się w tej sprawie wypowiadać. Zdarza się w rodzinach, że ludzie mają skrajnie różne poglądy polityczne, a mimo to normalnie ze sobą rozmawiają. Myślę, że Jacek Kurski należy do tych, których można się trzymać w razie tonięcia okrętu, bo zawsze znajdzie tratwę, na której przeżyje - mówi Sakiewicz.

Dużo krytyczniej ocenia on wicenaczelnego "Gazety Wyborczej". - Jarosław Kurski spełnia podstawowy warunek dla Adama Michnika - jest absolutnie obliczalny w swoich poglądach i działaniach, czyli potrafi nawet domyślać się, czego Michnik potrzebuje i w związku z tym jest dla niego idealnym kandydatem na zastępcę - uważa Sakiewicz.

"Nie wszyscy Kurscy są do kitu"

Do pierwszego poważnego publicznego konfliktu między braćmi doszło po nominacji Jacka Kurskiego na prezesa Telewizji Polskiej na początku stycznia 2016 r. Wiceszef "Gazety Wyborczej" wystąpił wtedy na demonstracji Komitetu Obrony Demokracji przed siedzibą TVP w Warszawie. Ostro skrytykował ostatnie zmiany w mediach publicznych dokonane przez PiS.

- Dziś przyszli po media publiczne, jutro będą chcieli przyjść po media prywatne. Nie pozwolimy im! W stanie wojennym generał Jaruzelski zwolnił cześć dziennikarzy, a ta władza chce zwolnić wszystkich. Nie godzimy się na łamanie kręgosłupów. I pamiętajcie, nie wszyscy Kurscy są do kitu! - powiedział Jarosław Kurski.

Do jego słów odniósł się ówczesny prezes TVP, przyznając, że wystąpienie Jarosława go zabolało.

- To już kolejny atak brata na mnie, ale pierwszy tak otwarty, publiczny. Choć inne, zakulisowe były bardziej przykre. Jarosław nie przepracował utraty statusu jedynaka. Gdy się urodziłem, wdarłem się w jego bezpieczny świat i jako drapieżnik zburzyłem spokój - powiedział Jacek Kurski w rozmowie z tygodnikiem "wSieci". Dodał, że z bratem "dzieje się coś złego", a sytuacja jest na tyle niepokojąca, że "codziennie się za niego modli". - Wierzę, że więzy rodzinne kiedyś okażą się silniejsze niż polityka - podkreślił.

"Psychicznie różni ludzie"

Obaj bracia zostali wychowani w patriotycznej rodzinie. Ich mama jako 15-latka wstąpiła do Szarych Szeregów, w czasie Powstania Warszawskiego jako sanitariuszka dźwigała nosze z rannymi i kotły z gorącą zupą - wspominał po jej śmierci Jarosław Kurski. Od września 1980 r. działała w Solidarności, za co została odwołana ze stanowiska sędziego. To właśnie w czasie rozmów z mamą w braciach Kurskich "wykuwał się system wartości". Później Anna Kurska wstąpiła do PiS, a w latach 2001-2007 przez dwie kadencje pełniła mandat senatora. Lojalna wobec syna, razem z nim odeszła w 2011 r. do Solidarnej Polski.

- Smutne to, ale to dwaj tak psychicznie różni ludzie, że ich drogi się rozeszły - powiedziała w styczniu 2016 r. matka braci w wywiadzie dla tygodnika "wSieci". Jak dodała, w czasach Solidarności bracia robili wszystko razem. - Teraz niestety już nie. To ja ich wciągnęłam w politykę. Mam żałować? Obydwaj moi synowie ukończyli studia i żaden z nich nie kontynuuje pracy w wyuczonym zawodzie - stwierdziła.

Jacek Kurski skończył Wydział Ekonomiczny Uniwersytetu Gdańskiego ze specjalizacją handel zagraniczny, a Jarosław Kurski jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Anna Kurska nie kryła, że syna Jacka wolałaby widzieć w mediach zamiast w polityce. - Po zrobieniu - moim zdaniem świetnego filmu - "Nocna zmiana" - namawiałam go, żeby realizował się w tym zakresie. Ale on wolał politykę. A w polityce się pływa. Raz się jest na górze, drugi raz na dole. Taka ciągła huśtawka nastrojów i nerwów. Ale Jacek w tym się dobrze czuje - oceniała matka.

"Dwie Polski nad grobem"

Matka braci była też zbulwersowana artykułem Agnieszki Kublik "Jacek Kurski - telewizja to jego żywioł", który ukazał się w styczniu 2016 r., po nominacji jej syna na prezesa TVP. Dziennikarka nazwała go w tekście m.in. "bulterierem PiS". Zdaniem Anny Kurskiej, artykuł zawierał kłamstwa i poniżał jej syna. - Gdy powiedziałam Jarkowi o tym artykule, zaległo zupełne milczenie. Nie zareagował, ale musiał mi przyznać rację. Spytałam go o rzetelność dziennikarzy pracujących w gazecie, która mieni się „europejską”. Na to, o dziwo, Jarek zamilkł, choć zawsze znajdował sto argumentów przeciwko - powiedziała.

Anna Kurska zmarła w sierpniu 2016 r. Jak pisały wówczas media, nad jej grobem "spotkały się dwie Polski".

 - Kochała Polskę i kochała swoich synów. Tak się złożyło, że reprezentują oni dwie strony rozdzierającej kraj politycznej wojny domowej, która toczy się od lat, a ostatnio – nie ukrywajmy, jeszcze się nasiliła. To nad tym naprawdę ubolewała – powiedział Jarosław Kurski podczas uroczystości pogrzebowej.

Z jego słowami na pogrzebie polemizował Jacek Kurski. - Mama była człowiekiem wartości i wewnętrznej wolności. Nie wiem, jak by się czuła w tym dyskursie na temat dwóch Polsk. Chciała jednej wspólnej Polski i rzeczywiście bolała nad tym, że nastąpił podział, ale byłbym wobec niej nieuczciwy, gdybym, przed państwem nie zaświadczył, że - wobec podziału na te dwie Polski, mama jednak jedną z tych Polsk wybrała i uznała za swoją. To była Polska Armii Krajowej, powstania warszawskiego, Szarych Szeregów, "Inki". To była Polska Solidarności, Anny Walentynowicz, Andrzeja Gwiazdy, Lecha Kaczyńskiego. Taka po prostu była i taka jest prawda – powiedział ówczesny szef Telewizji Polskiej.

Wojna domowa trwa

Jak wynika z doniesień medialnych, rozdźwięk między braćmi jest na tyle duży, że na co dzień nie utrzymują ze sobą bliskich relacji. Anna Kurska przyznała w jednym z wywiadów, że kiedy spotyka się z synami zarządza "zero polityki".

- Raz rozmawiałem dłużej z Jarkiem Kurskim na temat jego relacji z bratem. Powiedział mi, że spotykają się tylko przy Wigilii, wcześniej uzgodnili (albo im mama kazała), że o polityce nie rozmawiają, więc... nie mają o czym rozmawiać. Wynikało z tego, że przy stole trwają rozmowy typu "podaj mi cukier". Cały czas zastanawiałem się, czy nie mają jakichś wspólnych cech, bo to przecież bracia. Przyglądałem się Jarkowi i doszedłem do wniosku, że różnice między nimi są niesamowite, uderzające - mówi Wirtualnemedia.pl Jerzy Skoczylas, były dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Podobnie mówi Jan Ordyński, wiceszef Towarzystwa Dziennikarskiego. - Z tego, co wiem, to kontakty rodzinne braci są bardzo luźne. Na zdjęciach ślubnych Jacka Kurskiego nie widziałem Jarka. To o czymś świadczy, bo ślub brata jest przecież pierwszoplanową sprawą - mówi nam Ordyński.

Dwa tygodnie temu, 18 lipca, Jacek i Joanna Kurscy wzięli ślub kościelny w sanktuarium w Łagiewnikach. Jacek Kurski uzyskał wcześniej unieważnienie kościelnego sakramentu ze swoją pierwszą żoną, Moniką Kurską, z którą przeżył 24 lata i ma troje dzieci. W uroczystości uczestniczyli politycy PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim, a także dziennikarze TVP Danuta Holecka i Michał Adamczyk. Jak podkreślały media, ślub wywołał zgorszenie opinii publicznej i katolickich komentatorów.

"Wkurzały go żarty z braci Kurskich"

Jerzy Skoczylas, dodaje, że wiceszef dziennika źle znosił nawet żarty o braciach Kurskich.

- Jak zaczęliśmy z Witoldem Beresiem bywać w redakcji [wspólnie publikowali w "Gazecie Wyborczej" cykl satyrycznych felietonów - red.], zawsze robiliśmy sobie żarty z Jarka Kurskiego, gdy w piątek zbierał się do powrotu do Gdańska. Mówiliśmy, że z jednej pensji nie da się wyżyć i teraz musi porobić jako Jacek Kurski, który był wtedy posłem. Jego to w ogóle nie śmieszyło, a im bardziej go nie śmieszyło, tym bardziej nas to bawiło. Z perspektywy lat wiem, że to były głupie dowcipy, bo naprawdę był strasznie wkurzony na to. To by pokazywało, że nie ma między nimi potajemnych spotkań i dobrych relacji - mówi Skoczylas.

Dziennikarz opowiada też zabawną historyjkę o Jarosławie Kurskim.

- Napisałem kiedyś książkę o Lechu Wałęsie, wspólnie z Krzysztofem Burnetką ["Wałęsa. Ludzie. Epoka" z 2005 r. - red.]. To była książka kompilacyjna i korzystałem dużo z "Wodza" [autorstwa Jarosława Kurskiego, 1991 - red.]. Jak nasza książka wyszła, Jarek wziął ją ode mnie i zaczął czytać. Myślę: zaraz powie, że mógłbym bardziej usuwać ślady kradzieży intelektualnej. Czytał ze 40 minut co najmniej, przerwał i mówi: "Bardzo ciekawa książka, dużo rzeczy się dowiedziałem". Prawdopodobnie nie pamiętał co napisał, albo spodobało mu się to, bo sam to kiedyś napisał - żartuje Skoczylas.

Dziadek z Wehrmachtu

Wiele wskazuje na to, że Jacek Kurski nie cieszy się sympatią nawet we własnym środowisku. Jak podają media, nie miał dobrego zdania o nim Lech Kaczyński. W listopadzie 2002 r. ważyły się losy prawicowej koalicji PO-PiS w sejmiku pomorskim. Aby skutecznie rządzić, potrzebna była większość 17 głosów, a PO-PiS miał ich tylko 14. Jacek Kurski, który był radnym tego sejmiku z ramienia LPR, w zamian za koalicję miał zażądać stanowiska przewodniczącego prezydium. Jak podała wówczas "Gazeta Wyborcza", sprzeciwił się temu Lech Kaczyński, ówczesny prezydent Warszawy i lider PiS.

- Ta postać jest dla mnie nie do zaakceptowania. W polityce są wartości graniczne, a Jacek Kurski te wartości przekroczył. Nie wyobrażam sobie, żeby wszedł do prezydium sejmiku, bo to oznaczałoby, że każde łajdactwo w polityce popłaca. Będziemy więc rozmawiać z dwoma pozostałymi radnymi LPR i radnym PSL - miał powiedzieć Kaczyński.

Kilka lat później Agnieszka Kublik napisała w "Gazecie Wyborczej", że po debacie telewizyjnej przed wyborami prezydenckimi w 2005 r., w których Donald Tusk walczył z Lechem Kaczyńskim. Tusk miał wówczas zagadnąć Lecha Kaczyńskiego: - Dlaczego trzymasz tego sk... Kurskiego? - Może i jest sk..., ale wolę go mieć po swojej stronie - miał odpowiedzieć Kaczyński.

Poszło o "dziadka z Wehrmachtu". W październiku 2005, przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, Jacek Kurski w wywiadzie dla tygodnika "Angora" powiedział, że "dziadek Donalda Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu". Chodziło o to, żeby zarzucić kandydatowi PO proniemieckie poglądy. Później okazało się, że Józef Tusk został siłą wcielony do Wehrmachtu, skąd po kilku miesiącach uciekł i przystąpił do Polskich Siłach Zbrojnych w Wielkiej Brytanii.

- Lech tak o mnie powiedział? No cóż. Mam cztery lata, żeby mu udowodnić, że naprawdę jestem potrzebny PiS. Bo robienie wyłącznie kampanii już mnie nie kręci. Będę bulterierem Kaczyńskich. Nie zawiodą się na mnie - miał powiedzieć Jacek Kurski dziennikarzom "Gazety Wyborczej".

Kurski za "dziadka z Wehrmachtu" został wykluczony z PiS, ale po wygraniu wyborów przez Lecha Kaczyńskiego powrócił do partii.

- Z tym Wehrmachtem to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi - miał powiedzieć Kurski do dziennikarzy Tomasza Lisa, Wiesława Władyki, Tomasza Wołka i Katarzyny Kolendy-Zaleskiej przed nagraniem w studiu radia TOK FM 14 października 2005 r. Jacek Kurski temu zaprzecza.

Chociaż Jacek Kurski zapowiedział, że PiS się na nim nie zawiedzie, stało się inaczej. Kiedy w 2011 r. Jarosław Kaczyński wyrzucił go z PiS za próbę przejęcia władzy w partii, ten stwierdził: "PiS jest jak kolonia karna. Kaczyński sprawdziłby się w roli dyrygenta, tyle tylko że batuta pomyliła się dyrygentowi z batem. Brzmi podobnie, ale to jednak nie to samo".

"Zrobił z TVP narzędzie do wygrywania wyborów"

Trudno dziś znaleźć dziennikarza czy eksperta od mediów, który mówi ciepło o Jacku Kurskim. Albo nie chcą się o nim wypowiadać, albo nie szczędzą mu krytycznych słów. Juliusz Braun, członek Rady Mediów Narodowych i były prezes Telewizji Polskiej, pozytywnie ocenia tylko Jarosława Kurskiego.

- Jarosław Kurski jest historycznie związany z Solidarnością, a teraz tą częścią jej środowiska, która opowiada się za modelem liberalnej demokracji. "Gazeta Wyborcza", którą współkieruje, taką linię przyjmuje i do takiej polityki stara się przekonać Polaków - mówi nam Braun.

Były szef TVP nie szczędzi krytycznych słów o byłym prezesie TVP.

- Jacek Kurski wywalczył sobie - jak na polskie warunki - ogromne pieniądze. Żaden prezes TVP wcześniej takimi pieniędzmi nie dysponował. Dysponuje nimi bardzo swobodnie, bo nikt mu się w wydawanie pieniędzy nie wtrąca. W ciągu paru lat dostał miliardy złotych, które przeznacza na projekty służące realizacji polityki historycznej w wersji PiS, a w znacznej części na zjednywanie sobie widzów o mniej wysublimowanych oczekiwaniach (wprowadzenie disco polo na ekrany, Zenek Martyniuk jako główna gwiazda polskiej kultury). I robi to dość skutecznie. A przede wszystkim postanowił zbudować z Telewizji Polskiej narzędzie do wygrywania wyborów przez PiS. I udaje mu się to - ocenia Braun.

"Ponura postać polityczna"

- Bracia Kurscy różnią się zdecydowanie. Jarek jest bardzo subtelnym, mądrym i delikatnym człowiekiem, zdolnym dziennikarzem. Z tego, na ile go poznałem, jest przeciwieństwem swojego brata. Nie jestem psychologiem, ale wiele razy rozmawiałem z Jarkiem i moim zdaniem nie byłoby go nigdy stać na zachowania, którymi zasłynął jego brat, np. wielka czystka w TVP czy przemontowanie jej na reżimową tubę, szczególnie w zakresie informacji i publicystyki politycznej - podkreśla Jan Ordyński.

Aleksander Hall dodaje, że nie zna dobrze Jacka Kurskiego, ale ma złe zdanie o nim jako prezesie TVP.

- Obaj bracia pochodzą z Trójmiasta, widywałem Jacka Kurskiego, ale nigdy nie łączyły nas osobiste relacje. Telewizja państwowa - bo tak trzeba ją nazwać - jest najbardziej stronniczą w historii polskiej od czasów stanu wojennego. Przy niej telewizja z czasów Gierka była kulturalna pod względem treści. Człowiek, który tym kieruje, w przeszłości działacz partii rządzącej, wystawia sobie świadectwo. Moja ocena jego publicznej działalności jest niezwykle krytyczna. Myślę, że to jedna z najbardziej ponurych postaci politycznych niepodległej Polski - mówi nam Aleksander Hall.

Piotr Szumlewicz, dziennikarz i publicysta, podkreśla, że różnice między braćmi Kurskimi są widoczne dla obserwatora sceny politycznej.

- Moim zdaniem różnią się znacząco. Jeden to dziennikarz "Gazety Wyborczej", przywiązany do idei liberalnych i etosu pierwszej Solidarności, drugi to bezwzględny propagandzista, który prowadzi telewizję w duchu faszystowskim. Żaden z nich nie jest w pełni obiektywny, ale jeden to niezły dziennikarz, sympatyzujący z wolnorynkowym centrum, a drugi to bezwzględny polityk w służbie partii - mówi Szumlewicz.

Ani Jacek, ani Jarosław Kurski nie odpowiedzieli na nasze pytania. Jarosław Kurski wcześniej w rozmowach mówił nam, że nie komentuje poczynań brata w TVP.

Jacek Kurski znów rządzi TVP

W piątek Telewizja Polska poinformowała, że p.o. prezesa Zarządu TVP Maciej Łopiński złożył rezygnację z tej funkcji z dniem 7 sierpnia br., a pełnienie obowiązków prezesa zarządu TVP zostało powierzone Jackowi Kurskiemu, dotychczasowemu doradcy. Decyzję podjęła rada nadzorcza firmy.

Jacek Kurski był prezesem Telewizji Polskiej od stycznia 2016 do początku marca br. Po jego odwołaniu z rady nadzorczej do pełnienia obowiązków prezesa TVP został oddelegowany szef rady Maciej Łopiński. Zaznaczył, że przejmuje to stanowisko jedynie tymczasowo (zgodnie z prawem: na maksymalnie trzy miesiące). Poinformował, że Jacek Kurski został jego doradcą. W połowie czerwca Łopiński został oddelegowany do zarządzania TVP na kolejne trzy miesiące.

Na piątek po południu zaplanowano posiedzenie Rady Mediów Narodowych, na którym miał zostać wybrany nowy prezes. Szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański poprosił członków Rady, by przesłali mu rekomendacje oraz CV kandydatów na stanowisko prezesa zarządu Telewizji Polskiej, a także członka rady nadzorczej Polskiego Radia i prezesa zarządu Radia Koszalin. Mogli to zrobić do wtorku do godziny 12.00. Decyzja Rady Mediów Narodowych zapada większością głosów. W Radzie zasiada pięć osób: Krzysztof Czabański, Joanna Lichocka, Elżbieta Kruk (wskazani przez PiS), Grzegorz Podżorny (wskazany przez Kukiz '15) i Juliusz Braun (wskazany przez PO).

Po posiedzeniu okazało się, że punkt dotyczący powołania nowego prezesa TVP został usunięty przez Krzysztofa Czabańskiego z porządku obrad. Czabański uzasadnił, że nie zgłoszono żadnego kandydata.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Bracia Kurscy rządzą mediami. Po dwóch stronach barykady

24 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Obserwator
Wojnę braci wygrywa Jacek. Obaj manipulują informacją, obaj forsują swoją wizję, zaden nie jest niezależny, ale Jacek jak widać jest zdecydowanie skuteczniejszy.
odpowiedź
User
Squad
Jarek zawsze vice, i stąd jego frustrację...
odpowiedź
User
powierzchowny tekst
No ale tak to już jest gdy się pisze za pomocą internetu oraz telefonu.
odpowiedź
User
Ewa
Jest błąd w tekście. Ślub wziął Jacek, a nie Jarosław
odpowiedź
User
Dziękuję Jacku
Chyba najlepszy od czasów PRL prezes TVP. Stacja wyrazista – ale to nic złego. Nigdy nie była apolityczna, a angazuje się w śmiałe projekty społeczne jak nigdy po 1989 roku. Powstańcze seriale czy „Koronę królów” będziemy mu pamietali do końca życia.
odpowiedź