SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Niedoszacowany wynik Andrzeja Dudy w sondażach przedwyborczych. „Często odmowa odpowiedzi, wyborcy są podejrzliwi” (opinie)

Wybory prezydenckie wygrał w II turze ubiegający się o reelekcję Andrzej Duda, który zdobył 51,03 proc. poparcia wśród wyborców. Tymczasem przedwyborcze sondaże nie dawały mu pewnego zwycięstwa, bo część z nich wskazywała na wygraną Rafała Trzaskowskiego. Badania sondażowe pokazywały zwykle niższy wynik, niż realnie osiągnięty przez Dudę. Zdaniem ekspertów często wynika to z odmów odpowiedzi, jeżeli wyborcy jednego kandydata częściej odmawiają udziału w badaniu niż wyborcy innego kandydata. Czasem też, gdy charakteryzują się większą podejrzliwością w stosunku do otoczenia, to wynik sondażowy takiego kandydata może być niedoszacowany.

fot. materiały prasoweArticle

Według oficjalnych wyników Państwowej Komisji Wyborczej podanych w poniedziałek, wybory prezydenckie wygrał Andrzej Duda z wynikiem 51,03 proc. poparcia (zdobył 10 440 648 głosów). Na Rafała Trzaskowskiego zagłosowało 48,97 proc. wyborców ( było to 10 018 263 głosów). Frekwencja w II turze wyniosła 68,18 procent. Andrzej Duda będzie prezydentem przez kolejne 5 lat do 2025 roku.

Badanie ExitPoll zrealizowane przez Ipsos dla TVN, TVP i Polsatu, którego wyniki podano w niedzielę wieczorem zaraz po zakończeniu ciszy wyborczej wyglądało tak: Andrzej Duda miał 50,4 proc. głosów, a Rafał Trzaskowski – 49,6 proc. Ipsos podając te wyniki zaznaczył, że nie można na podstawie tych wyników wskazać zwycięzcy wyborów, bo różnica głosów mieści się w granicy błędu (+/- 2 pkt. proc.) i trzeba poczekać do ogłoszenia wyników LatePoll. Te, podane częściowo około północy wskazywały na rosnące poparcie dla obecnego prezydenta.

Niepewna wygrana w sondażach

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku przedwyborczych sondaży. Przed II turą wyborów, w ciągu poprzedzających ją dwóch tygodni firmy badawcze zrealizowały ich łącznie 14. Eksperci zwracają uwagę, że były one dość wyrównane. Pięć z nich wskazywało na zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego, a pozostałych 9 dawało zwycięstwo ubiegającemu się o reelekcję Andrzejowi Dudzie.

I tak sondaż United Surveys dla RMF FM i „Dziennika Gazety Prawnej” (z 4 lipca br.) dawał zwycięstwo Andrzejowi Dudzie z 50,5 proc. poparciem. Rafał Trzaskowski mógł według tego badania liczyć na 49,5 proc. głosów przy 65 proc. frekwencji wyborczej. Opublikowany w środę 8 lipca przez tygodnik "Polityka" sondaż IBRiS wskazywał z kolei na zwycięstwo Andrzeja Dudy - głos na niego oddałoby 50,5 proc. respondentów, a na Rafała Trzaskowskiego - 49,5 proc. badanych.

Podobne prognozy można było odnaleźć w sondażu Social Changes dla portalu wPolityce.pl - obecny prezydent zyskał w nim 51 proc. poparcia, a prezydent Warszawy - 49 proc. Preferencje prezydenckie w sondażu Kantar (3-8 lipca, zdecydowani wyborcy): Trzaskowski - 50,6 proc., Duda - 49,4 proc.

Socjolog i twórca internetowych prognoz wyborczych Marcin Palade wyliczył w ubiegłym tygodniu średnie preferencji prezydenckich po 9 pomiarach CATI/CAPI wykonanych po I turze głosowania (zdecydowani wyborcy): Andrzej Duda 50,2 proc. - Rafał Trzaskowski - 49,8 proc.


Zwrócił też na to uwagę już w powyborczy poniedziałek.

Ekspertów z firm badawczych zapytaliśmy, co mogło spowodować, że wyniki Andrzeja Dudy były w sondażach przed wyborami niedoszacowane.

Wszystko w marginesie dopuszczalnych wyników

Paweł Predko, operations director w Ipsos w rozmowie z Wirtualnemedia.pl podkreśla, że z całą stanowczością można stwierdzić, że zdecydowana większość sondaży przedwyborczych mieściła się w marginesie dopuszczalnych wyników.

- Proszę pamiętać, że rozmawiamy o próbach losowych z reguły liczących 1000 respondentów. Margines dopuszczalnych zmian oszacowania parametrów (poparcia) wynosi dla odsetków bliskich 50 proc. wielkości +/-3 pkt proc (a dokładniej nawet 3.5-4pkt proc uwzględniając, że z 1000 osób część deklaruje, że nie będzie głosowała). To daje możliwe wyniki np. dla poparcia 50 proc.  wynoszące 47 proc. – 53 proc. - wyjaśnia ekspert. Dodaje, że sondaż Ipsos na zlecenie OKO.press opublikowany w czwartek przed wyborami bardzo trafnie oszacował spodziewane wyniki (Andrzej Duda - 51.5 proc., Rafał Trzaskowski - 48.5 proc.).

Przedstawiciel Ipsos zdradził strategię realizacji niedzielnego badania exit poll. Firma wiedziała przed niedzielą wyborczą na podstawie swojego sondażu oraz innych publikowanych przez ośrodki badawcze, że wyniki obu kandydatów będą sobie bliskie. - Dokładnie taki scenariusz potwierdził się w niedzielę, gdy realizując już badanie exit poll widzieliśmy online jak zmieniają się wyniki kandydatów w czasie. Oczywiście nawet przez moment nie zakładaliśmy wariantu, gdy nie podamy wyniku. Proszę sobie wyobrazić reakcję i domysły milionów oczekujących przed telewizorami Polaków. Nie podajemy, bo... mamy coś do ukrycia?  Może awarię? - opowiada Paweł Predko.

To tylko wynik z 500 spośród 27 tys. komisji

Nasz rozmówca podkreśla, że Ipsos uprzedził swoich klientów (czyli TVP, TVN i Polsat), że wyniki są blisko siebie i poradził zachować spokój i poczekać przynajmniej na ich potwierdzenie przez badanie late poll, które to ma margines tolerancji max. +/- 1 pkt proc. - Zawsze podajemy wynik badania exit poll i uważamy, że jest to najbardziej słuszne. Czasami biorąc pod uwagę możliwe jego zmiany wynikające z realizacji badania na próbie losowej należy mieć tylko zawsze w głowie możliwą tolerancję, dokładność. Badanie late poll i ostateczny szacunek wyniku wyborów jest przecież oparty jedynie na 500 losowo dobranych obwodowych komisjach wyborczych. Takich komisji jest ponad 27 000, więc trzeba mieć na uwadze, że szacujemy na podstawie tylko 500 komisji. Gdybyśmy tym samym algorytmem dobrali inne 500 to szacunki mają prawo się różnić. Jak przeliczymy wszystkie ponad 27 000 komisji, czego dokonuje PKW w swojej pracy to błędu nie ma. Reasumując wynik podaliśmy z odpowiednim komentarzem, sugestią ostrożności i robiliśmy to zawsze w okresie naszej pracy nad badaniami ExitPoll tj. w latach 2014 – 2020. Jak mielibyśmy nie podać to znaczyłoby, że badania nie jesteśmy w stanie zrealizować lub mamy jakąś awarię co, odpukać, na szczęście nigdy się nie zdarzyło - zaznacza Paweł Predko.

Na kwestię dopuszczalnej granicy błędu sondaży zwraca też uwagę Marcin Duma, prezes zarządu Fundacji Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS, który również realizował sondaże przedwyborcze. Przypomina, że jego firma w odniesieniu do swoich badań wyraźnie podawała informacje, jak należy je czytać: tak było w publikacjach „Rzeczpospolitej” i Onetu.

- Mieliśmy świadomość, że zdecyduje niewielka liczba głosów i w podawanych wynikach trzeba uwypuklać niedoskonałość badań. W największym i najszerszym badaniu (które nie było prostym sondażem, ale bardziej skomplikowanym badaniem wyborczym) w „Polityce” wskazywaliśmy na wygraną Andrzeja Dudy…, ale także w granicach błędu – mówi Marcin Duma. Dodaje, że nawet przy marginalnej różnicy wynik należy podać, ale tak, jak zostało to zrobione podczas wieczoru wyborczego - czyli z zastrzeżeniami o tym, jak czytać ten wynik, że są pewne przedziały ufności i co one oznaczają.

Nie chodzi o podjęcie decyzji, tylko skrywanie preferencji wyborczych

Urszula Krassowska, managing director Public Division w Kantar Polska przypomina, że eksperci tego instytutu również zwracali uwagę, że gra o zwycięstwo między Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim będzie toczyła się do ostatniego momentu, a ostateczny wynik może różnić się od sondażowego, gdyż pewna grupa wyborców (bywało nawet powyżej 10 procent takich osób) twierdziła, że weźmie udział w głosowaniu, ale jeszcze nie wie, na kogo zagłosuje.

- Przypuszczaliśmy, że faktycznie nie chodzi o podjęcie decyzji, tylko o skrywanie swoich preferencji. W tej grupie najprawdopodobniej "ukryli się " zwolennicy Andrzeja Dudy. Wyniki naszych badań prezentujemy z wliczonym do podstawy procentowania odsetkiem osób, które odpowiadają, że nie wiedzą na kogo zagłosują. Ten sposób prezentacji obrazuje stan opinii publicznej w momencie prowadzenia badania, a z reguły ostatnie sondaże wykonywane są na 2-3 dni przed ciszą wyborczą. Warto pamiętać, że wynik sondażu nie jest prognozą i wielu odbiorców badań zdaje sobie z tego sprawę. Żeby określić, kto będzie zwycięzcą wyborów trzeba przewidzieć, jak zachowają się niezdecydowani. Trzeba też uwzględnić, czy nie zdarza się tak, że jakaś specyficzna grupa potencjalnych wyborców odmawia udziału w badaniach. Takie estymacje zmieniają wynik sondażowy w prognozę. A to jest już inna opowieść... - podkreśla Urszula Krassowska.

Problem ze znalezieniem wyborców z niskim poziomem wykształcenia

Z twierdzeniem, że wynik Rafała Trzaskowskiego w przedwyborczych sondażach mógł być przeszacowany, a wynik Andrzeja Dudy niedoszacowany nie zgadza się Janusz Durlik z firmy badawczej CBOS. Ekspert podkreśla, że sondaże przedwyborcze nie są prognozami, nie można też ich porównywać z badaniem ExitPoll (realizowanym na próbie 55 000 osób). - Trudno mówić o jakimś dużym przeszacowaniu przy tak bliskim, ciasnym wyniku. Ogromna większość tych badań to kwotowe badania telefoniczne o bardzo podobnej metodologii. Ta metoda zmaga się z jednym gigantycznym problemem- trudnością znalezienia respondentów o niskim poziomie wykształcenia. Osób z wykształceniem podstawowym jest obecnie mniej niż w przeszłości i się do tego nie przyznają. Osoby te są w większości wyborcami PiS - mówi Janusz Durlik.

Podobnymi spostrzeżeniami na temat zestawienia przedwyborczych sondaży z oficjalnymi wynikami wyborów prezydenckich dzieli się z Wirtualnemedia.pl Paweł Piekarski, członek zarządu Instytutu Badań Pollster.

Zwraca uwagę, że mamy do czynienia z błędami, które wynikają wprost z tego, że realizujemy badania na próbach badawczych. - Pracownie sondażowe nie pytają przecież wszystkich Polaków o ich przekonania, a realizują wywiad na próbie badawczej, najczęściej jest to około 1000 osób, o strukturze zbliżonej do struktury badanej populacji. Tak realizowane badanie ma tzw. błąd oszacowania, który wynosi ok. 3 punktów procentowych, gdy wyniki są bliskie 50 proc.. Niestety nie ma sposobu, aby ten błąd wyeliminować, zawsze będzie się on pojawiał, dlatego też to samo badanie, zrealizowane tą samą metodą na tej samej próbie, przez tą samą pracownię, potrafi mieć różne wyniki. Losując 1000 osób z wszystkich Polaków, czasami trafimy na kilka osób więcej popierających jednego lub drugiego kandydata i stąd właśnie ten błąd, który wprost wynika z prawideł matematycznych - wyjaśnia ekspert.

Podejrzliwi respondenci odmawiają udziału w badaniu

Zaznacza w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że wszystkie sondaże opublikowane w ostatnim tygodniu kampanii, z wyjątkiem badania bezpośredniego CBOS, zmieściły się we wspomnianym błędzie oszacowania, czyli nie ma podstaw, aby twierdzić, że popełniono jakieś błędy w doborze próby, czy ogólnie metodologii. Tak samo rankingi dokładności sondażu, gdy wyniki nie przekraczają błędu, jest bardziej losowym rankingiem, niż pokazującym realnie jakość stosowanych przez firmy badawcze metodologii. - To zjawisko rzeczywiście może mieć miejsce, również w II turze pracownie sondażowe pokazywały zwykle niższy wynik, niż realnie osiągnięty przez prezydenta Andrzeja Dudę. Często wynika to z odmów odpowiedzi, jeżeli wyborcy jednego kandydata częściej odmawiają udziału w badaniu niż wyborcy innego kandydata, np. gdy ogólnie charakteryzują się większą podejrzliwością w stosunku do otoczenia, to wynik sondażowy takiego kandydata może być niedoszacowany – mówi Paweł Piekarski.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Niedoszacowany wynik Andrzeja Dudy w sondażach przedwyborczych. „Często odmowa odpowiedzi, wyborcy są podejrzliwi” (opinie)

16 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Mirek
Bo są podejrzliwi? Chyba są raczej mniej inteligentni :)
odpowiedź
User
Nicko
Wyborcy pisu wierzą w spiski i przymusowe eutanazje, więc jak mogą zaufać jakiemuś ankieterowi.
odpowiedź
User
gosc
PiS jest zawsze niedoszacowany w sondażach - również dlatego, że część osób, które głosują na PiS nie przyznają się do tego. A nie przyznają się, bo się wstydza - tu chodzi nie o twardy elektorat, ale o ludzi, ktorym wszystko jedno kto rządzi byle dal im np. 500 zl.
odpowiedź
User
Andrzej
Część wyborców PiSu po prostu wstydzi się na kogo głosuje.
odpowiedź
User
Aleks
Jak to jest, że to wyborcy PiS się boją ujawniać swoje sympatie? Przy tak otwartej, tolerancyjnej, pokojowej i europejskiej opozycji?
odpowiedź