Orzeczenie zapadło 3 listopada. Powód, określany w postępowaniu jako PPT, domagał się trwałego zakazu publikowania wyników dziennikarskiego śledztwa. Według redakcji zebrane materiały dotyczą wykorzystywania przez niego pozycji i rozpoznawalności do nawiązywania kontaktów ze znacznie młodszymi kobietami oraz podejmowania niewłaściwych zachowań seksualnych. Część opisywanych działań miała charakter przestępczy. Mężczyzna zaprzeczył zarzutom.
Dziennikarze rozmawiali z ponad setką osób, w tym z 30 źródłami mającymi bezpośrednią wiedzę o opisywanych zdarzeniach. Przedstawiciele wydawców argumentowali, że publikacja leżała w interesie publicznym, a rozmówczynie chciały ujawnienia swoich relacji m.in. po to, by chronić inne kobiety.
Prawnicy PPT przekonywali, że ujawnienie materiałów stworzyłoby poważne zagrożenie dla jego życia ze względu na stan psychiczny. Powoływali się na ochronę praw człowieka, w tym prawo do życia i prywatności.

Sędzia Matthew Nicklin uznał, że publikacja istotnie zwiększyłaby ryzyko samobójstwa, ale nie potraktował tego jako wystarczającej podstawy do jej zakazania. Wskazał na rolę opieki psychiatrycznej w zapewnieniu bezpieczeństwa powodowi oraz na szczególnie poważną ingerencję, jaką zakaz stanowiłby w prawa mediów.
Ochrona tożsamości obejmuje nie tylko nazwisko. Październikowe postanowienie sądu zabroniło również publikowania informacji pozwalających zidentyfikować powoda. Mężczyzna zabiegał ponadto o utajnienie nazw redakcji, przeciwko którym wystąpił, ale sąd nie uwzględnił tego żądania.
Odrzucenie wniosku o zakaz publikacji to nie koniec sprawy. Sąd dopuścił apelację, do rozstrzygnięcia której ograniczenia dotyczące ujawniania tożsamości pozostają w mocy. Postępowanie dotyczy dopuszczalności publikacji materiałów, a nie rozstrzygnięcia odpowiedzialności karnej mężczyzny.










