Nawrocki kontra dziennikarz. Kryzys czy strategia wizerunkowa?

Jedno pytanie, kilkanaście sekund emocji i milionowe zasięgi w sieci. Zachowanie Karola Nawrockiego po konferencji w Przemyślu pokazuje, jak dziś buduje się – i ryzykuje – polityczny wizerunek. Eksperci są zgodni: w oczach części wyborców prezydent może zyskać, ale w szerszej perspektywie taki styl komunikacji może osłabić jego wizerunek jako głowy państwa.

Beata Goczał
Beata Goczał
Udostępnij artykuł:
Nawrocki kontra dziennikarz. Kryzys czy strategia wizerunkowa?
Karol Nawrocki poucza dziennikarza TVN24

W poniedziałek w Przemyślu odbyła się wspólna konferencja prezydentów Polski i Węgier. Po jej zakończeniu Karol Nawrocki ruszył w stronę wyjścia – w planach miał już podróż do Budapesztu i spotkanie z Viktorem Orbanem. To właśnie wtedy padło pytanie, które odwróciło uwagę od całego wydarzenia.

Reporter TVN24 Mateusz Półchłopek zapytał prezydenta Polski o relacje węgierskiego premiera z Władimirem Putinem. Nawrocki zatrzymał się, zawrócił i w ostrym tonie odpowiedział: – O co pan chce spytać? Pan nie słuchał konferencji prasowej? (…) Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski – powiedział, wskazując dziennikarza palcem. Po chwili dodał: – Władimir Putin to zbrodniarz, rozumie pan redaktor? Do widzenia.

Nagranie szybko zaczęło funkcjonować w przestrzeni publicznej jako symbol stylu komunikacji prezydenta.

– Uwieczniona przez operatorów chwila z mówiącym coś do prezydenta rzecznikiem tuż przed "atakiem", mogła służyć zarówno namysłowi i kalkulacji, jak i być wypełniona wzbierającymi emocjami, które ostatecznie nie pozwoliły Karolowi Nawrockiemu zachować się "po prezydencku" – analizuje Rafał Czechowski, CEO & founder w Imago PR.

Jak mówi, niezależnie od natury impulsu, który prezydenta uruchomił, z pewnością jednym z celów głowy państwa, kiedy ruszał w kierunku dziennikarza, było podkreślenie dystansu względem Putina – widać tak prezydent zinterpretował pytanie reportera TVN.

– Odniósłbym to jednak do intencji, ale raczej już nie do formy wypowiedzi Karola Nawrockiego. Ta bowiem, zarówno w treści słownej, jak i w rozbudowanej warstwie pozawerbalnej była mocno nacechowana emocjonalnie. Agresywne nastawienie do dziennikarza dało się wyraźnie usłyszeć i zobaczyć. Niezależnie od tego, kiedy ta emocja powstała, jej manifestacja prowadzi do wniosku o słabej samokontroli prezydenta. A nigdy nie jest dobra wiadomość – ocenia ekspert.

Sieć reaguje, dziennikarze komentują

Według analiz Res Futury zaistniała sytuacja wygenerowała około 9 mln zasięgu w mediach społecznościowych. Reakcje były wyraźnie spolaryzowane – większość komentujących krytykowała prezydenta za emocjonalność i brak standardów. Ale duża grupa odbiorców uznała jego zachowanie za dowód stanowczości. Ten podział dobrze widać także w komentarzach środowiska dziennikarskiego.

Mateusz Półchłopek przyznał, że reakcja prezydenta była dla niego czymś bezprecedensowym. Podkreślał też, że w swojej wieloletniej pracy nie spotkał się z tak emocjonalnym zachowaniem polityka, zwłaszcza prezydenta, przypominając jednocześnie, że "rolą dziennikarzy jest zadawanie pytań".

W podobnym tonie wypowiadali się inni komentatorzy. Michał Kolanko z "Rzeczpospolitej" ocenił, że sytuacja wyglądała "fatalnie" i była – jak mówił – "ewidentną utratą kontroli przez prezydenta". A to – jego zdaniem – może świadczyć o szczególnej wrażliwości na poruszony temat.

Patryk Michalski z TVN24+ zwracał uwagę, że zamiast merytorycznej odpowiedzi pojawiła się emocjonalna reakcja – "ważne pytanie i brak odpowiedzi" – co, jak sugerował, bywa efektem braku argumentów. Kamil Dziubka z Onetu z kolei podkreślał, że sytuacja dobrze pokazuje różnicę między siłą a agresją, mówiąc wprost: "tak się nie buduje autorytetu".

Ekspertka: emocje nie tłumaczą przekroczenia granicy

Prof. ucz. dr hab. Monika Kaczmarek-Śliwińska z Uniwersytetu Warszawskiego, doradczyni i trenerka w obszarze budowy wizerunku i relacji z mediami, interpretuje to zdarzenie znacznie szerzej – jako przykład naruszenia standardów komunikacyjnych na najwyższym szczeblu. Jej zdaniem zachowanie prezydenta było nieadekwatne do pełnionej funkcji i trudno je usprawiedliwiać emocjami.

– W żadnym wypadku osoba, którą określamy mianem głowy państwa, nie powinna zachowywać się w tak skandaliczny sposób – podkreśla Kaczmarek-Śliwińska.

Jak dodaje, w języku potocznym takie zachowanie określa się jako "pozbawione szacunku, pełne pogardy i agresji albo, mówiąc wprost, chamskie", a już samo zestawienie tych określeń z urzędem prezydenta pokazuje, że granica została przekroczona.

Nie są dla niej zrozumiałe emocje i brak kultury prezydenta w tej sytuacji. Ekspertka zwraca uwagę, że pytanie dziennikarza było uzasadnione i potrzebne. W jej ocenie w obecnej sytuacji geopolitycznej kwestie relacji z Rosją powinny być stale podnoszone.

– To konkretne pytanie dziennikarze powinni zadawać na każdej konferencji prasowej – zaznacza, dodając, że są to sprawy "na wagę stabilnej Europy i naszego bezpieczeństwa".

Jednocześnie Monika Kaczmarek-Śliwińska nie spodziewa się, by incydent znacząco zmienił układ sympatii politycznych. Jak tłumaczy, reakcje będą zgodne z wcześniejszymi podziałami – przeciwnicy utwierdzą się w krytyce, a zwolennicy mogą odbierać zachowanie jako przejaw siły.

Zwolennicy będą patrzeć z rosnącym zachwytem na siłę, moc i power Nawrockiego.

Monika Kaczmarek-Śliwińska
Uniwersytet Warszawski

Strategia emocji i logika polaryzacji

Adam Mitura, CEO agencji InPlus Media, widzi w zachowaniu prezydenta element szerszego trendu w polityce. Jego zdaniem coraz częściej liderzy świadomie sięgają po ostrzejszy, bardziej bezpośredni język, by przyciągnąć uwagę i wyraźnie odróżnić się od przeciwników.

– W ostatnich latach obserwujemy globalny trend ‘zaostrzania’ komunikacji politycznej – mówi.

Każdy ma swojego Trumpa, na jakiego zasługuje. Zachowanie prezydenta Nawrockiego do złudzenia przypomina bowiem reakcję prezydenta USA na trudne pytania amerykańskich dziennikarzy, z tą jednak różnicą, że prezydent Nawrocki zachowuje w tych medialnych połajankach wyższą klasę.

Adam Mitura
InPlus Media

W jego ocenie reakcja Nawrockiego wpisuje się w logikę spolaryzowanej sceny politycznej i narrację "my i oni", która dla części wyborców jest atrakcyjna.


Mitura tłumaczy, że taki styl może wzmacniać wizerunek autentyczności i stanowczości: – Narracja o niegrzecznym chłopcu z ulicy, który mówi wprost i nie boi się mediów, jest atrakcyjna dla części wyborców.

Jednocześnie ekspert wyraźnie zaznacza ograniczenia tej strategii. W jego ocenie krótkoterminowo może ona mobilizować twardy elektorat, ale w dłuższej perspektywie działa na niekorzyść.

– W szerszym elektoracie, zwłaszcza umiarkowanym, może to wywołać spadek zaufania i poczucie, że prezydent nie panuje nad emocjami – wskazuje, dodając, że w efekcie Karol Nawrocki może być postrzegany bardziej jako "buntownik niż mediator czy stabilizator polskiej polityki".

– Prezydent, który chce być postrzegany jako reprezentant wszystkich obywateli, powinien unikać komunikacji wykluczającej czy konfrontacyjnej – dodaje.

Prezydent pod presją – test kompetencji

Nasz rozmówca zwraca uwagę, że urząd prezydenta wymaga szczególnej dyscypliny komunikacyjnej, a granica między stanowczością a arogancją jest wyjątkowo cienka. W jego ocenie gesty i ton wypowiedzi mają tu kluczowe znaczenie, bo są odczytywane szerzej niż tylko w relacji z jednym dziennikarzem.

Jak podkreśla, wskazywanie palcem czy protekcjonalny ton mogą być interpretowane jako brak szacunku wobec opinii publicznej, a nie tylko wobec konkretnego rozmówcy. Jednocześnie zaznacza, że takie reakcje często są efektem kumulacji napięcia i presji.

– Problem w tym, że właśnie w takich momentach liderzy są oceniani najbardziej – podsumowuje Adam Mitura, wskazując, że umiejętność zachowania spokoju w sytuacji konfrontacyjnej jest jedną z kluczowych kompetencji przywódczych.

W ocenie Rafała Czechowskiego, obraz stojącego na podwyższeniu, mocno zbudowanego mężczyzny, przyjmującego konfrontacyjną pozę wobec stojącej znacznie niżej osoby i celującego w tę osobę palcem podczas ekspresyjnego wypowiadania słów wygląda jak zapowiedź czy wręcz groźba aktu fizycznej przemocy.

- Zapewne można przy tej okazji analizować wpływ neuronów lustrzanych widzów. Obserwacja takiego zachowania "wypada z kontekstu", staje się treścią sama w sobie. Z pewnością nie jest to rola, w której obsadzili Karola Nawrockiego jego wyborcy i zachowanie właściwe dla urzędnika publicznego, zwłaszcza tej rangi. Dla części widowni agresja w podobnych okolicznościach jest równoznaczna z okazaniem intelektualnej niższości, który to wniosek również trudno zaliczyć do korzyści wizerunkowych lokatora "dużego pałacu" - podsumowuje Rafał Czechowski.

Incydent w Przemyślu stał się czymś więcej niż jednorazową sytuacją – stał się testem stylu przywództwa. Z jednej strony wzmacnia obraz Karola Nawrockiego jako polityka bezpośredniego i konfrontacyjnego, z drugiej – rodzi pytania o jego zdolność do pełnienia roli arbitra i stabilizatora.

Jak pokazują reakcje ekspertów i odbiorców, ta sama sytuacja może być jednocześnie interpretowana jako dowód siły i jako sygnał utraty kontroli. A granica między tymi ocenami pozostaje cienka.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

"Dziennik Gazeta Prawna" bez szefa sprzedaży. Odejście po dwóch dekadach

"Dziennik Gazeta Prawna" bez szefa sprzedaży. Odejście po dwóch dekadach

"Sanatorium miłości" z mniejszą widownią niż przed rokiem

"Sanatorium miłości" z mniejszą widownią niż przed rokiem

Turystyka cierpi przez wojnę USA z Iranem. Szef Wirtualnej Polski: to mały covid

Turystyka cierpi przez wojnę USA z Iranem. Szef Wirtualnej Polski: to mały covid

Streaming urósł w Polsce o 15 proc. Rekord Canal+

Streaming urósł w Polsce o 15 proc. Rekord Canal+

Gwiazdy nie zatańczą w Wielkanoc. Polsat pokaże film

Gwiazdy nie zatańczą w Wielkanoc. Polsat pokaże film

Publicis Media liderem w 2025 roku. Rekordowe zmiany na rynku mediowym

Publicis Media liderem w 2025 roku. Rekordowe zmiany na rynku mediowym