Podczas ostatniego posiedzenia rada programowa zajmowała się Teatrem Telewizji. — W posiedzeniu uczestniczył szef tej jednostki Michał Kotański, były dyrektor Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Jest świeży i nieskażony telewizją. Mówił o destrukcyjnej strukturze spółki, która utrudnia pracę merytoryczną — mówiła Wirtualnemedia.pl przewodnicząca rady Barbara Bilińska.
Dalej wyjaśniła, co miał na myśli: — Mierzy się z otwartą przyłbicą z różnymi przeciwnościami. Przedstawił nam jasną strategię kierunków rozwoju i walki o młodego widza. Mówił o złożoności współpracy z działem marketingu; nie zawsze wyniki oglądalności są najważniejsze. Misja telewizji publicznej to jest coś, co dyrektor Kotański wykonuje wzorcowo. Zapewniał, że sobie radzi, ale łatwo nie jest. To było bardzo dobre i merytoryczne spotkanie — oby więcej takich osób z tak otwartą głową w TVP i wielką determinacją walki o jakość mediów publicznych w Polsce.

Członkowie rady: Takie słowa nie padły z ust dyrektora Kotańskiego
Po naszej publikacji członek rady programowej TVP Krzysztof Luft przesłał nam stanowisko podpisane także przez Małgorzatę Prokop-Paczkowską, Janusza Daszczyńskiego, Krzysztofa Króla i Jarosława J. Szczepańskiego. Autorzy oświadczenia twierdzą, że Bilińska zacytowała wypowiedź szefa Teatru Telewizji, która nie padła.
"Informujemy, że w cytowanej w artykule relacji przewodniczącej rady Barbary Bilińskiej, znalazły się jej osobiste interpretacje wystąpienia dyrektora Teatru Telewizji Michała Kotańskiego, niezgodne z tym, co padło z jego ust" — przekonują autorzy stanowiska.
Dalej wyjaśniają, o który dokładnie fragment wypowiedzi chodzi: "To niezwykle ciekawe wystąpienie dyrektora Kotańskiego pokazało, jak ważna jest dla obecnych władz TVP rola teatru telewizji w misji telewizji publicznej. Dyrektor Kotański ciekawie opowiadał o planach i pomysłach na przyciągnięcie widza do Teatru Telewizji. Jednak w żadnym momencie spotkania nie padło zdanie ze strony dyrektora Kotańskiego "o destrukcyjnej strukturze spółki, która utrudnia pracę merytoryczną".

Później krytykują Bilińską: "Niestety nie po raz pierwszy spotykamy się z sytuacją, kiedy relacje medialne Przewodniczącej Barbary Bilińskiej z posiedzeń Rady są jej swobodną interpretacją, rozmijającą się z faktycznym ich przebiegiem — dodają członkowie rady programowej Telewizji Polskiej".
Członek rady programowej i zarazem były prezes TVP Janusz Daszczyński twierdzi, że podobnych sytuacji można byłoby uniknąć. — Wcześniej nigdy relacje nie odbiegały od rzeczywistego przebiegu posiedzeń. Dlaczego? Bo były nagrywane. Nie dlatego, żeby je publikować, udostępniać, tylko weryfikować nagrania w przypadku takich sytuacji, jak w tym wypadku — zauważa.
Na początku obecnej kadencji rady programowej TVP na nagrywanie posiedzeń nie zgodziła się jednak w głosowaniu większość członków gremium. Przebieg spotkania jest zapisany tylko przez protokolanta. Daszczyński zapowiada złożenie wniosku o nagrywanie posiedzeń.

Bilińska: Dyrektor powiedział prawdę
Co na to sama zainteresowana? — Pan Kotański powiedział, że struktura TVP jest dysfunkcyjna, a nie destrukcyjna. Przepraszam za to przejęzyczenie — tak sprawdziłam notatki ze spotkania z posiedzenia Rady. Niestety powiedział prawdę — jako osoba świeża i merytoryczna — widzi świeżo mankamenty struktury TVP. Tak uczciwie patrzących osób w tej spółce brakuje — mówi Wirtualnemedia.pl Bilińska.
Jej zdaniem dyrektor Teatru Telewizji poruszył istotny problem strukturalny TVP. — TVP wymaga restrukturyzacji od lat — to widzi w spółce wiele osób. Widząc jej problemy, postawiono ją w stan likwidacji, bo nie o przejęcie władzy po PiS w TVP tylko chodziło. Uproszczenie struktury, rozpisanie procesów podejmowania decyzji — wyjaśnia szefowa rady programowej.
Krytykuje władze TVP za brak zmian.

Każdy, kto cokolwiek produkował dla TVP wie, że pod umowami ze strony TVP zawsze widnieje kilkanaście pieczątek i podpisów — dupokrytki (przepraszam za dosadne określenie) są nadal obowiązujące, a i tak, jak widać na przykładzie seriali produkowanych przez TVP, nie generuje to jakości. Ja osobiście — jako wieloletni też kiedyś pracownik TVP, zapowiadanej restrukturyzacji i usuwania dysfunkcyjnej struktury spółki dziś nie widzę. Minęły 2 lata po zmianie władzy
Twierdzi, że stanowisko części członków rady odwraca uwagę od tego problemu. — Dziś o tym powinien być dyskurs w TVP! Rada wykonuje swoje obowiązki zgodnie ze swoimi kompetencjami. Czasami, co widzicie, różnimy się bardzo, ale wszystkim nam w radzie programowej — wszystkim bez wyjątku, leży na sercu jakość mediów publicznych w Polsce i na tym powinniśmy się skupić, a nie na czepianiu się słówek — przekonuje Bilińska.
Będzie pismo do Rady Mediów Narodowych w sprawie Krzysztofa Lufta
Bilińska zwraca uwagę, że członek rady programowej TVP Krzysztof Luft, który podpisał się pod oświadczeniem, jest jednocześnie konsultantem dyrektora generalnego TVP Tomasza Syguta.
Problemem do rozwiązania w radzie jest konflikt interesów jednego z członków. Chodzi o pana Lufta, który występuje jako doradca władz TVP pobierający za to pieniądze i jednocześnie członek rady programowej. Pan Luft wynosi tematy z posiedzeń rady programowej, a wie doskonale, że nasze posiedzenia są poufne — jawne są tylko protokoły z posiedzeń i nasze uchwały przekonuje przewodnicząca.

Od miesięcy Bilińska jest w sporze z władzami TVP. Zarzucają jej wychodzenie poza uprawnienia i przekazywanie mediom informacji wprowadzających w błąd opinię publiczną. Bilińska krytykowała np. obecność w portfolio nadawcy kanału TVP HD czy treści niezwiązane z tematyką danego kanału w jego ramówce. Władze TVP ograniczyły kontakty z przewodniczącą do drogi pisemnej.
Bilińska twierdzi, że spór eskaluje konsultant dyrektora generalnego TVP. — Bywa tak, że Rada jeszcze nie skończy swojego posiedzenia, a pan Luft już wszystko donosi swojemu pracodawcy. Występuje w dwóch rolach: osoby oceniającej i ocenianej. To karygodne. Podpala, a potem krzyczy "Uwaga, pożar!" — ocenia.
Podjęła działania w tej sprawie. — Pismo w sprawie wyjaśnienia statusu Krzysztofa Lufta wyszło do przewodniczącego i wszystkich członków Rady Mediów Narodowych - dotyczy potencjalnego konfliktu interesów. Rada programowa TVP prosi w nim o stanowisko RMN w tej sprawie. To, co on robi, nazywa się konfliktem interesów. To nieetyczne! Podgrzewanie konfliktu między radą programową, likwidatorem i dyrektorem generalnym to coś, w czym pan Luft wybitnie wyspecjalizował się — przekonuje Bilińska.

— Konflikt interesów istnieje w wypadku działania w podmiotach rywalizujących ze sobą i prowadzących wobec siebie działalność konkurencyjną. Nieraz odnoszę wrażenie, że Przewodnicząca rady tak właśnie chciałaby widzieć rolę tego organu spółki - jako rywalizującego z władzami tejże spółki, zwalczającego wszystkie jej działania. Ale ja tego poglądu i stanowiska nie podzielam - moim zdaniem, tak rada programowa, jak i kierownictwo spółki powinniśmy działać na rzecz i dla dobra TVP — odpowiada Luft.
Dalej rozwija swoje stanowisko. — Z czysto prawnego punktu widzenia, to w odniesieniu do organów publicznych i korporacyjnych konflikt interesów opiera się na zasadzie prawa nemo iudex in causa sua – nikt nie jest sędzią we własnej sprawie. Zasada ta byłaby łamana, gdyby dana osoba podejmowała decyzje, a następnie rozstrzygała lub kontrolowała jej prawidłowość — dodaje członek rady programowej TVP.

Zauważa, że doradca nie jest osobą decyzyjną. — Konsultant władz spółki nie podejmuje decyzji i nie bierze za nie odpowiedzialności. Zaś Rada Programowa nie jest organem rozstrzygającym ani kontrolnym, tylko opiniodawczym w odniesieniu do programu TVP. Jej opinie nie mają charakteru wiążącego i nie stanowią aktu nadzoru nad zarządem. Członek Rady Programowej nie występuje więc w roli "sędziego" władz spółki — tłumaczy Luft.













