SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

„Absolutni debiutanci” są jak pocztówka z wakacji. Recenzja polskiej nowości Netfliksa

We wrześniu na Netfliksie oglądaliśmy polską „Infamię”, gdzie wątki młodych bohaterów stanowiły ważny budulec fabularny, a od dzisiaj dostępni są także „Absolutni debiutanci”, kolejny udany serial coming-of-age. Wysyp produkcji dla nastoletniej widowni zdaje się rekompensować ich brak na rodzimym rynku w ostatnich dwóch dekadach.

„Absolutni debiutanci”, Netflix„Absolutni debiutanci”, Netflix

Jeśli serial HBO „#BringBackAlice” był zbyt głośny i dawał zbyt wiele bodźców, a „Infamia” zbyt rapowa i hermetyczna, to „Absolutni debiutanci” są idealni dla widzów, którzy dotychczas nie znaleźli dla siebie serialu o tym wyjątkowym, ostatnim lecie pamiętanym do końca życia. Swoją drogą, podobny wątek „wyjątkowego lata” i ostatnich beztroskich wakacji pojawił się w tym roku w „Dziewczynie i kosmonaucie” (także powstałym dla platformy Netflix), ale tym razem historia trzyma się Ziemi i nie odlatuje w kosmos (dosłownie i w przenośni).

Wakacje nad morzem

Punk wyjścia jest dosyć zwyczajny – Niko (Bartłomiej Deklewa) i Lena (Martyna Byczkowska) co roku jeżdżą z rodzicami do wspólnego domu letniskowego nad morzem (są to okolice Ustki, a przynajmniej na plaży w Ustce kręcone były sceny plenerowe, ponieważ widać na nich kutry rybackie z tej miejscowości). Rodzice Niko są małżeństwem z 20-letnim stażem, a mama Leny (Katarzyna Warnke) spotyka się z Dawidem (Piotr Witkowski), z którym dziewczyna dość dobrze się dogaduje. Młodzi bohaterowie przyjaźnią się od dziecka i naturalne wydaje się, że być może łączy ich coś więcej, ale dla nich samych to nie jest wcale takie oczywiste.

Para nastolatków planuje nakręcić wspólny film o miłości, ponieważ chcą zdawać do szkoły filmowej. Podobno to ich wielkie wspólne marzenie. Rozchodzi się ono w szwach, gdy do głosu dochodzą osobiste, odrębne pragnienia, które z jakiegoś powodu tłumili w sobie dla dobra sprawnie funkcjonującego i naoliwionego mechanizmu, jakim dla wszystkich była ich relacja.

Niko i Lena spacerują po okolicznych plażach w poszukiwaniu idealnych kadrów, spierają się co do szczegółów scenariusza i poznają rówieśników spędzających, jak oni, lato nad morzem. Jednym z nich jest Igor (Jan Sałasiński). On akurat jest na obozie sportowym, ale śmiało wkracza w życie dwójki przyjaciół i burzy porządek ich dotychczasowego świata.

Krótki film o miłości

Dużym walorem produkcji jest scenariusz autorstwa Niny Lewandowskiej, Kamili Tarabury i Jędrzeja Napiecka. Opowiada – jak to mówi sama Lena – o zawartości jej mózgu, czyli osoby w spektrum autyzmu. Pokazuje, jak bohaterka buduje relacje, jak radzi sobie z nadmiarem bodźców z otoczenia i jakie uniwersum stworzyła z Niko. Film, który tworzy, także daje perspektywę na jej interpretację rzeczywistości, co jest dodatkowym bonusem dla widzów, ponieważ oglądając serial o tym, jak powstaje film, miłą niespodzianką jest możliwość obejrzenia go. Autotematyczne zabawy w serialu pojawiają się tu i tam, co powinno usatysfakcjonować wielbicieli klasyki filmowej.

Seriale coming-of-age

Przywoływałam już „Infamię” (naszą recenzję znajdziecie tutaj), ale muszę wspomnieć o niej w jeszcze jednym kontekście. Tegoroczne seriale dla młodych dorosłych pokazują, że bohaterowie śmielej niż dawniej podejmują ryzykowne decyzje, czują się zwolnieni z chodzenia utartymi ścieżkami i – jak mówią rodzice dzieciaków w „Absolutnych debiutantach” – kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Rodzice Niko (w tych rolach wystąpili Anna Krotoska i Andrzej Konopa) są wyrozumiali, postępowi, wspierający. Nie znaczy to jednak, że nie rozczarują swojego syna i odwrotnie. Lena, podobnie jak Gita w „Infamii”, idzie własną drogą, często pod prąd i mimo wielkiego strachu, co nastąpi dalej, podejmuje decyzje, które początkowo budzą w niej lęk.

Przyjaźń bohaterów przechodzi szereg prób wytrzymałości. Gdy w ich otoczeniu pojawia się ktoś nowy wzbudzający w nich fascynację, pożądanie, pragnienie wyjścia poza znane schematy – dotychczasowe znane i sprawdzone układy stają się niewystarczające. W serialu świetnie wypadają sceny plenerowe na plaży – każda z nich ma inny wydźwięk – od tragedii, po radość, namiętność i akcenty humorystyczne (ujęcia na plaży nudystów). Bohaterowie oglądają siebie okiem kamery i my także spoglądamy na nich przez pryzmat kręconych ujęć.

„Absolutni debiutanci” snują niespieszną narrację; w końcu jesteśmy z nimi na wakacjach nad polskim morzem. Pomiędzy robieniem weków z pomidorów zdarzają się zdrady, romanse, rozczarowania, debiuty seksualne. Czwórka młodych bohaterów (poza Niko i Leną, swoje pięć minut ma także wspominany już Igor oraz Malwina) czasem desperacko walczy o swoją przyszłość, a czasami oddaje się szaleństwu albo podejmuje decyzje, których za chwilę będzie żałować.

Idealni debiutanci?

Mimo że serial osadzony jest we współczesnych realiach (technologie cyfrowe, media społecznościowe itd.), to jest zawieszony w czasie – życie bohaterów płynie głównie od zmierzchu do świtu, okazjonalnie pojawiają się na śniadaniach z rodzicami, ciągle gdzieś się spieszą, nagrywają, przepisują scenariusz, myślą obrazami filmowymi i oddają się marzeniom o przyszłości. Nie doświadczylibyśmy tego uczucia lekkości pomieszanego ze strachem, o to co będzie jutro, gdyby nie obsada aktorka. Główny duet, czyli Martyna Byczkowska i Bartłomiej Deklewa ponieśli cały serial na swoich barkach. Zdarza się, że show kradną im Jan Sałasiński i Paulina Krzyżańska. Naturalna ekspresja, uchwycenie niewinności i naiwności bohaterów z ich pragnieniem doświadczania nowych sytuacji i uczuć sprawia, że „Absolutni debiutanci” to przyjemny seans. Idealny na ostatni dzień lata, ale w październiku też warto obejrzeć.

Serial „Absolutni debiutanci” w reżyserii Kamili Tarabury i Katarzyny Warzechy, od 25 października dostępny jest na platformie Netflix.